Arsenal, dążąc do ustanowienia najdłuższego pasma zwycięstw w historii europejskich rozgrywek, rozpoczął mecz z Interem z impetem. Już w dziesiątej minucie Gabriel Jesus, po błyskotliwej akcji i strzale Jurriena Timbera, który trafił pod nogi Brazylijczyka, wpisał się na listę strzelców instynktownym uderzeniem. Choć gospodarze szybko wyrównali za sprawą Petara Sucica, który potężnym strzałem z osiemnastu metrów pokonał bramkarza, to właśnie Arsenal okazał się drużyną, która dyktowała warunki gry.
Gabriel Jesus: Król powrotów i lider ataku
Powrót Gabriela Jesusa po kontuzji więzadła krzyżowego, która wyeliminowała go z gry na niecałe sześć tygodni, okazał się strzałem w dziesiątkę. Brazylijczyk, znany ze swojej nieustępliwości i umiejętności odnajdywania się w polu karnym, udowodnił, dlaczego zasługuje na regularną grę w podstawowym składzie. Jego drugi gol, zdobyty po dośrodkowaniu z rzutu rożnego i zgraniu Leandro Trossarda, był dowodem na to, że nawet w trudnych momentach potrafi znaleźć drogę do siatki. To właśnie jego umiejętność wykańczania akcji i fizyczność sprawiły, że linia ataku Arsenalu zyskała na sile.
Cały czas czuję się pewnie i jestem gotowy do gry– mógłby powiedzieć Jesus, patrząc na swoje poczynania na boisku. Jego obecność na murawie to nie tylko gole, ale także umiejętność budowania akcji i przyciągania uwagi obrońców, co otwiera przestrzeń dla kolegów z drużyny.
Rekordowy marsz Kanonierów w Lidze Mistrzów
Arsenal, znany z doskonałej gry w stałych fragmentach gry, ponownie potwierdził swoją reputację. Po drugiej bramce Jesusa, która podwyższyła prowadzenie Kanonierów do 2:0, wydawało się, że mecz jest pod kontrolą. Jednak Inter, grając przed własną publicznością, nie zamierzał łatwo oddać pola. Druga połowa przyniosła dalsze emocje, a Kanonierzy byli bliscy podwyższenia wyniku, gdy Leandro Trossard minimalnie chybił po świetnej akcji Bukayo Saki. Ostatecznie, na sześć minut przed końcem regulaminowego czasu gry, Viktor Gyokeres przypieczętował zwycięstwo Arsenalu, wykorzystując fantastyczne podanie od Gabriela Martinellego. Ten gol, zdobyty po precyzyjnym i mocnym strzale, zapewnił Kanonierom siódme zwycięstwo w siódmym meczu, co stanowi klubowy rekord.
To był dla nas ważny mecz, chcieliśmy pokazać naszą siłę– mogli pomyśleć zawodnicy po końcowym gwizdku.
David Raya, hiszpański golkiper, zasłużył na pochwały za swoją grę, pewnie interweniując w kluczowych momentach i skutecznie dowodząc swoją defensywą. Choć Jurrien Timber nie prezentował się w tym spotkaniu tak błyskotliwie, jak można było oczekiwać, to jego obecność na boisku była ważna. William Saliba, jak zwykle, był filarem obrony, wykazując się niezwykłą klasą i spokojem w starciu z groźnymi napastnikami Interu. Jakub Kiwior, wracający po kontuzji, momentami odczuwał tempo gry, ale jego wysiłki były widoczne. Declan Rice, mimo że nie miał tak efektownego dnia jak jego koledzy z ataku, swoją obecnością wzmocnił defensywę i wykazał się spokojem w posiadaniu piłki. Thomas Partey, mimo że otrzymał żółtą kartkę, która wykluczy go z kolejnego meczu Ligi Mistrzów, wniósł do środka pola potrzebną fizyczność. Bukayo Saka, mimo kilku niedokładności, wciąż potrafił stworzyć zagrożenie, choć tym razem jego skuteczność nie była na najwyższym poziomie. Gabriel Jesus, jak już wspomniano, był gwiazdą wieczoru, zdobywając dwa ważne gole i pokazując, dlaczego jest kluczowym zawodnikiem dla Arsenalu. Gabriel Martinelli, choć nie zdobył bramki, swoją szybkością i dryblingiem sprawiał problemy defensywie Interu, a jego asysta przy trzecim golu była przepiękna. Leo Trossard, mimo że nie zdobył bramki, swoją przebiegłością tworzył okazje i zanotował asystę.
Arsenal, prezentując wszechstronność i determinację, pokazał, że jest w znakomitej formie. Z siedmioma zwycięstwami z rzędu w Lidze Mistrzów, Kanonierzy z optymizmem mogą spoglądać w stronę losowania 1/8 finału, gdzie zagrają u siebie.


