Choć dla wielu bycie na szczycie to spełnienie marzeń, dla młodego Lamina Yamala, gwiazdy FC Barcelony, sława okazała się mieczem obosiecznym. Marzy o tym, czego inni pragną najbardziej – o ciszy, spokoju i możliwości bycia anonimowym w mieście, które kocha.
Życie pod kloszem, czyli cena bycia idolem
Lamine Yamal, mimo młodego wieku, już teraz doświadcza blasków i cieni wielkiej kariery. Po fantastycznym początku sezonu, w którym udowodnił swoją wartość na boisku, zdradził w szczerym wywiadzie dla "Movistar Plus", że jego życie w Barcelonie dalekie jest od wyobrażeń wielu. Sława, która dla jednych jest celem samym w sobie, dla niego stała się ciężarem.
Zawsze tak się dzieje, gdy spaceruję po Barcelonie. Mogę pójść kupić ubrania, a ludzie mówią: Chciałbym być na miejscu Lamina i móc kupić wszystko, czego chcę– przyznaje z westchnieniem. Ale jego perspektywa jest zupełnie odwrotna.
Marzenie o zwyczajności w katalońskim słońcu
Yamal pragnie przede wszystkim większego spokoju i możliwości cieszenia się Barceloną bez nieustannego zainteresowania. Chciałby móc swobodnie spacerować, zjeść coś na ulicy w spokoju, czy po prostu wtopić się w tłum, nie przyciągając uwagi.
Co do mnie, jest zupełnie odwrotnie– stwierdza. To pragnienie normalności, tak odległe od tego, czego oczekuje się od idola, pokazuje, jak bardzo presja i ciągłe bycie na świeczniku mogą wpływać na psychikę młodego człowieka. W świecie, gdzie sukces często definiuje się przez liczbę fanów i rozpoznawalność, Yamal pokazuje, że istnieją też inne, mniej oczywiste wartości.
Choć osiągnął jeden ze swoich największych życiowych celów, jakim było zdobycie Mistrzostwa Świata w 2026 roku z Hiszpanią, w wieku zaledwie dziewiętnastu lat, to właśnie te proste, codzienne chwile, odbierane mu przez sławę, są dla niego najcenniejsze. Jest to fascynujący paradoks – im wyżej w hierarchii sportowej, tym bardziej człowiek może czuć się odizolowany od świata, który do tej pory znał.


