Jose Mourinho nie przebierał w słowach po zaledwie wymęczonym zwycięstwie Realu Madryt nad Elche. Jego zespół, mimo prowadzenia, pozwolił rywalom na odrobienie strat, co doprowadziło do nerwowej końcówki. Portugalczyk otwarcie przyznał, że jego piłkarze powinni zamykać takie mecze, zamiast ryzykować stratę punktów w kuriozalnych okolicznościach.
"Mogliśmy zremisować z martwym zespołem!" – gniew Mourinho
Po pierwszej połowie wydawało się, że Real Madryt spokojnie zmierza po kolejne pewne zwycięstwo. Jednak, jak sam przyznał Mourinho, jego podopieczni obniżyli loty, tracąc kontrolę nad spotkaniem i oddając rywalom zbyt wiele przestrzeni. "Obniżyliśmy intensywność i daliśmy przeciwnikom wielkie luki" – powiedział Portugalczyk, podkreślając, że w takich momentach nawet zespół, który wydaje się "martwy", może odżyć. Szczególnie niepokojące dla kibiców jest to, że podobne błędy zdarzają się w kluczowych momentach, tuż przed derbami z Atletico Madryt. Mourinho nie zamierza robić wyjątków, nawet dla młodych talentów.
Arda Guler poza łaską? Mourinho stawia na kontrolę
Kwestia rotacji w składzie i zaangażowania wszystkich zawodników powróciła ze zdwojoną siłą. Mourinho jasno dał do zrozumienia, że nikt nie jest nietykalny. Zapytany o Arda Gulera, Portugalczyk przyznał, że młody Turek również obniżył swoją intensywność gry, co w jego roli „dziesiątki” wymaga pokrywania całego boiska. "Kiedy ja dokonuję zmian, to dlatego, że traciliśmy kontrolę" – wyjaśnił, sugerując, że Guler nie spełnił oczekiwań pod względem zaangażowania. Mourinho podkreślał, że choć ma w składzie wielu utalentowanych graczy, to kluczowe jest zachowanie kontroli nad meczem. Jego zespół ma tendencję do rozluźniania się w momentach, gdy wydaje się, że zwycięstwo jest na wyciągnięcie ręki, co prowadzi do niepotrzebnych komplikacji.
Dwie twarze Realu Madryt – problem, który nie znika
Mourinho doskonale zdaje sobie sprawę z problemu, który dręczy jego zespół: niezdolności do "zabijania" meczów, gdy mają ku temu okazję. "Nasza gra ma dwie twarze, a nawet trzy, jeśli mamy być precyzyjni, bo zakończenie było proste: albo zabijamy mecz, albo umieramy w nim" – przyznał trener. Pomimo frustracji, pochwalił swoich zawodników za mentalność i umiejętność reakcji w trudnych momentach. Zwycięski gol Carlosa Espiego został doceniony, podobnie jak postawa Yana Diomande, który mimo wczesnej żółtej kartki rozegrał 85 minut na wysokim poziomie. Jednakże fakt, że Real Madryt stracił bramkę w każdym meczu, nadal niepokoi Portugalczyka. "Bardzo lubię, gdy mój zespół strzela bramki, ale lubię też kontrolować mecze. Nie lubię, gdy obdarowujemy przeciwników szansami" – zakończył, podkreślając, że kluczem do sukcesu jest konsekwencja i żelazna kontrola nad wydarzeniami na boisku.


