Powrót do korzeni bywa gorzki, zwłaszcza gdy zamiast braw wita Cię potok wyzwisk. Manuel Neuer, wracając na stadion swojego byłego klubu, Schalke, po bezbramkowym remisie z Bayernem Monachium, postanowił odpowiedzieć na obraźliwe okrzyki fanów w swoim, nieco prześmiewczym stylu.
"Miłość" w Gelsenkirchen? Neuer kontratakuje
Czy niemiecki bramkarz spodziewał się czegoś więcej niż buczenia i wulgarnych przyśpiewek, w tym obraźliwego "syna kundla"? Zamiast dać się sprowokować, Neuer wzruszył ramionami i rzucił:
To są komplementy. To jest miłość, tak to ujmuję.Taka odpowiedź z pewnością nie była tym, czego oczekiwali kibice Schalke, którzy liczyli na jego reakcję w innym tonie. To pokazuje, jak bardzo zmieniły się relacje między klubem a jego legendą, która przecież spędziła tam 20 lat swojego życia, ucząc się wszystkiego i gdzie nadal mieszka jego rodzina. Sam Neuer przyznał, że
przyjemnie było wrócić. Spędziłem tu 20 lat i nauczyłem się tu wszystkiego. Moja rodzina mieszka tutaj. Naprawdę mi się podobało.
Analiza gry i przyszłość w perspektywie
Odnosząc się do postawy Bayernu na boisku, Neuer zachował stoicki spokój.
Mieliśmy 15 minut, w których nie byliśmy w najlepszym ustawieniu ani w najlepszym tempie, ale myślę, że kontrolowaliśmy mecz, i wszystkie statystyki to potwierdzają. Nie byliśmy skuteczni i nie wykorzystaliśmy naszych wielkich szans.Warto dodać, że Neuer wyróżnił swojego kolegę po fachu, Lorisa Kariusza, stwierdzając, że
Loris zasłużył na tytuł zawodnika meczu, obronił trzy bardzo duże szanse.To pokazuje klasę i szacunek, nawet wobec przeciwnika.
Patrząc na obecną sytuację w tabeli Bundesligi po dwóch kolejkach, Neuer nie zamierza wyciągać pochopnych wniosków.
Naprawdę nie musimy patrzeć na tabelę po dwóch meczach. W przyszłym tygodniu mamy mecz Ligi Mistrzów (przeciwko Bodo/Glimt z Norwegii) i chcemy wygrać i dobrze zacząć. Potem mamy trudny mecz wyjazdowy z Elversberg. Każdy mecz traktujemy osobno.Taka strategia pokazuje dojrzałość i skupienie na bieżących celach, zamiast na krótkoterminowych wynikach.


