Ostatnie chwile Brazylii na mundialu wywołały burzę. Czy Neymar, ikona Selecao, swoim zachowaniem przyczynił się do ich porażki, stawiając własne ambicje ponad dobrem drużyny? Legendarny Lothar Matthäus nie ma wątpliwości, a jego słowa rzucają nowe światło na dynamikę w zespole Brazylii.
Czas na bolesne rozliczenie: "Cieszę się, że Brazylia odpadła!"
Lothar Matthäus, niemiecka maszyna do wygrywania i mistrz świata z 1990 roku, nie szczędził gorzkich słów pod adresem Brazylijczyków. Jego felieton dla Sky Germany to istny grom z jasnego nieba, w którym otwarcie przyznaje, że odpadnięcie Canarinhos z Mistrzostw Świata sprawia mu satysfakcję. "Po prostu nie mogę już znieść tego jęczenia i tych gestykulacji," pisze bez ogródek Matthäus, kierując swoją ostrą krytykę przede wszystkim na zachowanie Neymara podczas kluczowego rzutu karnego. Niemiecka legenda widzi w tym nie tylko pojedynczy incydent, ale symptom głębszego problemu w brazylijskiej ekipie – egoismu, który góruje nad zespołowym sukcesem.
Ten moment, gdy Neymar zamiast szybko wykonać jedenastkę, wdaje się w długą dyskusję z bramkarzem rywali, przed i po strzale, stał się dla Matthäusa symbolem.
Można zobaczyć po tym zachowaniu, że stawia swoje ego ponad sukcesem drużyny,podkreśla niemiecki mistrz. Choć sam rzut karny w 10. minucie doliczonego czasu gry znalazł drogę do siatki, nie miał on już znaczenia. Brazylia przegrywała już 2:1 po dwóch golach Erlinga Haalanda, a trafienie Neymara było jedynie symbolicznym pocieszeniem w przegranym meczu. Cała sytuacja, która powinna być dowodem opanowania w trudnym momencie, zamieniła się w osobiste pożegnanie z turniejem, w którym drużyna już przegrała.
Francuska lekcja zespołowości: Odmienne zasady gry
Matthäus przytacza tu drastyczny kontrast z francuską kadrą, gdzie, jego zdaniem, panują zupełnie inne zasady.
Z Francuzami jest zupełnie inaczej. Nawet supergwiazdy takie jak Kylian Mbappe i Ousmane Dembele zrozumiały, że sukces przychodzi tylko przez spójność zespołu. W swoim zwycięstwie 1:0 nad Paragwajem dali z siebie wszystko,zauważa Matthäus. To wyraźne wskazanie na to, że w zespole mistrzów świata panuje kultura pracy zespołowej, gdzie indywidualności podporządkowane są wspólnemu celowi.
Tymczasem Norwegia, która wygrała 2:1, pierwszy raz w historii awansowała do ćwierćfinału Mistrzostw Świata. Ich sukces zbudowany jest na dominacji w obronie, która równie mocno, co ataki Haalanda, przyczyniła się do historycznego wyniku. Bramkarz Orjan Nyland, który obecnie pozostaje bez klubu, był bohaterem pierwszej połowy, notując serię kluczowych interwencji, które utrzymywały remis przed podwójnym trafieniem Haalanda. Matthäus od początku wskazywał Norwegię jako swojego "ciemnego konia" turnieju, doceniając ich siłę, umiejętności indywidualne, jak Martin Odegaard czy Erling Haaland, ale także dostrzegając element szczęścia i fantastyczną grę bramkarza. Norwegia zmierzy się teraz z Anglią w starciu dwóch najsilniejszych obecnie drużyn turnieju. Neymar tymczasem oficjalnie zakończył karierę reprezentacyjną, jako najlepszy strzelec w historii Brazylii, z 80 golami w 130 występach, ale bez upragnionego Pucharu Świata.