Czy Real Madryt potrafi utrzymać prowadzenie? Ostatni mecz z Elche to bolesne przypomnienie, że dominacja w pierwszej połowie nie gwarantuje zwycięstwa, a zlekceważenie rywala może prowadzić do dramatycznego pościgu.
Guler jak wirtuoz, ale czy to wystarczy?
W pierwszej połowie na stadionie Martinez Valero Real Madryt, pod kreatywną batutą Ardy Gulera, prezentował się jak zespół kompletny. Młody Turek, grając na wysuniętej pozycji w środku pola, dyrygował atakami i otworzył wynik spotkania.
Strzeliłem gola po rzucie wolnym, który odbił się od słupka i wpadł do bramki– relacjonował sam zainteresowany, podkreślając nieco szczęśliwy, ale zasłużony dla niego moment. Real zasługiwał na prowadzenie nawet wcześniej, ale Vinicius Junior, zamiast podwyższyć wynik, zmarnował trzy stuprocentowe okazje. Kylian Mbappe dodał drugą bramkę do przerwy, wykorzystując doskonałe podanie od Diomande. Wszystko wskazywało na spokojne zwycięstwo.
Dramat w drugiej połowie: powtórka z rozrywki
Niestety, po zmianie stron Los Blancos zapomnieli o ambicji, energii i defensywnym skupieniu. Elche, grające z pasją, szybko zaczęło odrabiać straty. Osorio zdobył bramkę kontaktową po dośrodkowaniu Cepedy. Następnie, seria błędów w obronie Realu, które przypominały te z wcześniejszych meczów, doprowadziła do wyrównania. Fer Nino precyzyjnym strzałem pokonał Thibaut Courtoisa, doprowadzając do sensacji.
Byliśmy po prostu zbyt pasywni w drugiej połowie. Straciliśmy kontrolę nad meczem– przyznał jeden z obserwatorów. Jose Mourinho, podobnie jak w poprzednich spotkaniach, zbyt długo zwlekał z reakcją, czekając aż do momentu wyrównania, by wprowadzić zmiany.
Dopiero w ostatnich minutach, gdy wynik brzmiał 2:2, trener Realu odważył się na ryzyko, wprowadzając Espiego i Endricka. Ta taktyczna odważna decyzja opłaciła się w 91. minucie. Jude Bellingham zagrał do Mbappe, który z kolei wyłożył piłkę Espiemu, a ten strzelił zwycięskiego gola. Choć trzy punkty zostały uratowane, to zwycięstwo obnażyło głębokie problemy zespołu, które będą musiały zostać naprawione, aby utrzymać się w wyścigu o tytuł. Real Madryt, mimo wygranej, znów pokazał, że potrafi grać z kontuzjogenne dla siebie nonszalancją.


