To nie jest zwykła historia o transferze, to opowieść o tym, jak mały klub potrafi pokazać wielkiemu, gdzie jego miejsce, nawet jeśli chodzi o ofertę, która śmieszy bardziej niż bawi. W świecie piłkarskich gigantów, gdzie miliony krążą swobodnie, czasami pojawia się oferta tak żałosna, że aż prosi się o publiczne wyśmianie. I właśnie taką sytuację wykorzystał VfB Stuttgart, by przy okazji transferu swojego zawodnika, Nicka Woltemade, wbić szpilę samemu Bayernowi Monachium.
"Precel z masłem" zamiast konkretnej oferty?
Cała sprawa dotyczy transferu młodego, utalentowanego Nicka Woltemade, który ostatecznie trafił do Newcastle United. Ale zanim doszło do porozumienia z angielskim klubem, na horyzoncie pojawił się też niemiecki gigant – Bayern Monachium. Wydawało się, że jest już prawie dogadany z zawodnikiem, pojawiły się nawet doniesienia o ustnym porozumieniu. Jednak VfB Stuttgart nie zamierzało łatwo oddać swojego cennego gracza. Bawarczycy oferowali maksymalnie 60 milionów euro, podczas gdy działacze ze Stuttgartu trzymali się twardo przy swoim żądaniu – co najmniej 75 milionów euro. I właśnie ta przepaść finansowa, a nie chęć dokuczenia Bayernowi, była kluczowa. Prezes VfB Stuttgart, Alexander Wehrle, otwarcie powiedział, że oferta Bayernu była "niewiele więcej niż precel z masłem" dla jednego z najlepszych zawodników. To porównanie, choć może wydawać się nieco rubaszne, doskonale oddaje skalę rozbieżności i – co tu dużo mówić – lekceważenia ze strony monachijczyków.
Głośniejsi kibice, silniejsza marka?
Wehrle nie poprzestał na finansowych docinkach. Wykorzystał również okazję, by skomentować wsparcie kibiców, nawiązując do niedawnego finału Pucharu Niemiec, w którym obie drużyny mierzyły się ze sobą. Według niego, podczas tego spotkania słychać było tylko i wyłącznie fanów VfB Stuttgart.
Nie słyszałem żadnych kibiców FC Bayern, stwierdził, a jego słowa spotkały się z gromkimi brawami zebranych członków klubu. To prowokacyjne stwierdzenie, choć może budzić kontrowersje, podkreśla dumę VfB ze swojej społeczności i sugeruje, że w pewnych aspektach, mimo mniejszego budżetu, klub z Neckarstadion może być silniejszy od swojego bogatszego rywala.
Tymczasem, niezależnie od transferowych przepychanek, VfB Stuttgart świętuje historyczne sukcesy finansowe. W roku obrotowym 2025 spółka VfB Stuttgart 1893 AG wygenerowała imponujące 383,6 miliona euro przychodu, osiągając zysk netto w wysokości 22,5 miliona euro. Kapitał własny wzrósł do 83,4 miliona euro. Wehrle podkreślał, że
wzrost i rentowność idą w parze w VfB Stuttgart, co świadczy o zdrowym i zrównoważonym rozwoju klubu. Nawet klub macierzysty notuje wzrost, posiadając już 135 000 członków i generując 7,2 miliona euro przychodu z zyskiem 1,4 miliona euro.


