W świecie piłki nożnej emocje sięgają zenitu, a po każdym zaciętym meczu rozbrzmiewają głosy niezadowolenia, zwłaszcza gdy na szali leżą wyniki i reputacja. Tak było i po derbach Madrytu, gdzie Javier Tebas, prezydent La Liga, postanowił zabrać głos w sprawie kontrowersji sędziowskich, które rozpaliły dyskusję po końcowym gwizdku.
Ciśnienie na sędziów: czy to gra fair?
Tebas, choć przyznał, że rozumie powody protestów, zdecydowanie odrzucił sposób, w jaki zostały one wyrażone. Jak donosi hiszpańska gazeta "As", prezydent La Liga był bezkompromisowy w ocenie, na ile decyzje sędziego Ortiza Ariasa wpłynęły na ostateczny rezultat spotkania. Przejrzawszy po kolei wszystkie sporne momenty, Tebas postawił kropkę nad "i":
Real Madryt nie przegrał z powodu tych sytuacji. To mocne stwierdzenie, które z pewnością nie uspokoiło nastrojów w obozie przegranych.
Analiza kluczowych zdarzeń: czerwone kartki i żółte punkty
Kiedy mowa o sędziowaniu, zawsze pojawiają się punkty zapalne. W tym przypadku były to trzy kluczowe momenty. Pierwszy dotyczył sytuacji z Deanem Huijsenem. Tebas nie miał wątpliwości:
To zagranie Huijsena to pewna czerwona kartka. Z drugiej strony, starcie Cristiana Romero z Bellinghamem wywołało inną reakcję prezydenta. Choć było to jedno z tych zdarzeń, które wywołały gorące protesty w trakcie gry, Tebas uznał, że nie zasługiwało ono na bezpośrednie wyrzucenie z boiska.
Inne zdarzenie nie, to nie była czerwona kartka. Było jasne, że najpierw dotknął piłki– ocenił. Trzeci punkt zapalny to niebezpieczne wejście Kang-in Lee na Valverde. Po tym, jak reprezentant Korei Południowej wjechał korkiem w kostkę gracza Realu, Ortiz Arias odgwizdał faul, ale nie sięgnął po kartkę, a system VAR pozostał bierny. Tebas przyznał, że ta sytuacja była otwarta na interpretację:
Można było dać czerwoną kartkę i mogło to wyglądać na czerwoną kartkę, i gdyby tak się stało, nic by się nie stało. A jeśli tak się nie stało, to akcja była tak szybka, że rozumiem, co się wydarzyło i na tym koniec. Ta wypowiedź pokazuje, jak cienka jest granica między słuszną decyzją a kontrowersją.
Etyka w mediach społecznościowych: presja czy informacja?
Nie można też zapomnieć o reakcji Atletico Madryt, które opublikowało w mediach społecznościowych post pod hasłem "Zatrzymajcie sędziowską intimidację teraz". Choć Tebas przyznał, że nie widział tego tweeta, wykorzystał okazję, by przypomnieć stanowisko ligi w odniesieniu do działań kanału Realu Madryt.
Nie widziałem tweeta. Jakiś czas temu zgłosiliśmy zachowanie kanału Realu Madryt, a po tym, co wydarzyło się wczoraj, musimy nadal trzymać się etyki. To niesprawiedliwy i ostry sposób wywierania presji na sędziego. Ta wypowiedź rzuca światło na szerszy problem wpływania na pracę arbitrów za pośrednictwem kanałów medialnych, co może być postrzegane jako próba manipulacji. Warto pamiętać, że sędziowie na boisku podejmują decyzje w ułamku sekundy, a ich praca jest niezwykle wymagająca.


