W napiętym starciu, gdzie presja mieszała się z frustracją, reprezentacja USA w piłce nożnej kobiet w końcu odniosła upragnione zwycięstwo nad Brazylią, kończąc serię bez wygranej. Mecz na Arena Castelão w Fortalezie dostarczył emocji, ale to nie piękno gry, a późne zamieszanie z kartkami zdominowało widowisko.
Kartki kradną show, ale Wilson daje zwycięstwo
W obliczu gorącego dopingu brazylijskich kibiców, gospodynie po raz kolejny sprawiły Amerykankom trudną przeprawę, stosując agresywny pressing i pozbawiając je przestrzeni do swobodnego rozgrywania piłki. Trenerka Emma Hayes dokonała sześciu zmian w wyjściowym składzie po niedawnej porażce, wprowadzając nowe zawodniczki, jednak początkowo amerykańska drużyna nadal miała problemy ze znalezieniem rytmu. Sytuacja zmieniła się za sprawą Sofii Wilson, która po raz kolejny okazała się kluczową postacią. Jej strzał w 63. minucie, po rykoszecie od brazylijskiej obrończyni, choć oficjalnie zapisany jako samobój, był efektem jej bezpośredniej gry i przyniósł upragniony przełom. Od tego momentu mecz stał się coraz bardziej nerwowy, a Brazylia zakończyła spotkanie w dziewiątkę po czerwonych kartkach dla dwóch zawodniczek, podczas gdy żółte kartki sypały się aż do 13 minut doliczonego czasu gry. Nie był to może najbardziej widowiskowy futbol, ale z pewnością pokazał zaciętość i determinację, które pozwoliły USWNT w końcu pokonać Brazylię.
Indywidualne oceny w burzliwym starciu
W meczu decydującym o detale, bramkarka Claudia Dickey nie wpuściła żadnej bramki, co stanowiło duży plus w kontekście rywalizacji o miejsce w składzie, zwłaszcza po tym, jak jej poprzedniczka wpuściła dwie bramki w pierwszym spotkaniu z Brazylią. Avery Patterson swoją fizycznością wzmocniła linię obrony, skutecznie powstrzymując szybkie napastniczki i zapobiegając groźnym sytuacjom poprzez celne odbiory w kluczowych momentach. Najlepszą obrończynią wieczoru okazała się Kennedy Wesley, która dotrzymywała kroku szybkiej linii ataku Brazylii, wykonując kluczowe wślizgi i rajdy powrotne, utrzymując swoją drużynę w grze. Emily Sonnett, której specjalnością jest fizyczna, momentami szorstka gra, mogłaby być bardziej przydatna, gdyby w środku obrony znalazły się zawodniczki potrafiące lepiej rozgrywać piłkę i uspokoić chaos wywoływany przez brazylijskie napastniczki.
W pierwszej połowie Emily Heaps grała przyzwoicie, ale podobnie jak reszta zespołu, miała problem z wysokim pressingiem i ciągłą presją ze strony Brazylii. Powinna być w stanie dyktować tempo gry, niezależnie od tego, jak chaotyczny i szybki staje się mecz. Niestety, Heaps wyglądała na zmęczoną, popełniała proste błędy w podaniach i nadmiernie komplikowała grę. Kiedy Heaps gra dobrze, również Sam Mewis błyszczy, ale gdy Heaps się gubi, Mewis również cierpi. Mimo niewątpliwej chemii między nimi, Mewis była kolejną zawodniczką, która miała trudności z odnalezieniem się w tempie i chaosie gry. Rose Lavelle swoimi rajdami z drugiej linii stwarzała problemy, ale podobnie jak Mewis i Heaps, miała kłopot z kontrolowaniem gry, mimo kilku ważnych odbiorów i dobrych zagrań za linię obrony.
Sophia Wilson, mimo ciągłego nacisku ze strony przeciwniczek, ponownie okazała się decydującą postacią, zdobywając jedyną bramkę dla Amerykanek. Już w pierwszej połowie miała łatwą okazję do zdobycia gola, której nie wykorzystała, więc jej trafienie w drugiej połowie było doskonałym rewanżem. Fizyczność Michelle Cooper była ważnym elementem w wyjściowym składzie, jednak miała problemy z utrzymaniem piłki i rozpoznawaniem momentów, w których należało ją dłużej przytrzymać i budować akcje ofensywne. Emma Sears nie zaliczyła swojego najlepszego meczu, głównie dlatego, że jej występ nie był szczególnie zapamiętany. Jej tempo dobrze pasowało do stylu gry Brazylii, ale w tak chaotycznym spotkaniu potrzebowano od niej większego opanowania i bardziej zachowawczej gry w obronie, aby pomóc w budowaniu akcji od środka, zamiast skupiać się wyłącznie na atakowaniu.
Alex Morgan weszła na boisko późno i nie zdążyła znacząco wpłynąć na grę, ale przynajmniej nie dostała kartki, co można uznać za niewielki plus. Lynn Williams stworzyła kilka interesujących momentów w ataku po wejściu z ławki, co, jeśli nic innego, dodało wsparcia ofensywie. Taylor Smith była cicha na boisku, ale jako ważna zmiana w drugiej połowie dała odpocząć pomocniczkom. Młoda zawodniczka Emily Fox prezentowała się solidnie na piłce, dostarczając kilka dobrych momentów w Otherwise chaotycznej środkowej strefie boiska. Był to kolejny dobry test dla drużyny Hayes, jednak zespół nie zagrał tak dobrze, jak oczekiwała tego trenerka, jeśli chodzi o kontrolę nad piłką, a grupa zawodniczek musi nauczyć się rywalizować w takich warunkach.