Wielu amerykańskich piłkarzy dopiero czeka na rozpoczęcie sezonu, ale niektórzy weterani mundialu już zdążyli zaznaczyć swoją obecność na europejskich boiskach. Weekend przyniósł sensacyjny debiut, który z pewnością dodał pikanterii rozpoczynającym się rozgrywkom.
Berhalter błyszczy, Arfsten solidny – Middlesbrough z impetem
Sebastian Berhalter i Max Arfsten, najnowsze nabytki Middlesbrough, od razu pokazali klasę. Berhalter, swoim pierwszym podaniem, przyczynił się do zdobycia kluczowej bramki w debiutanckim meczu pary. Dzięki temu Boro rozpoczęli sezon od zwycięstwa w EFL Cup, a debiutanci dali świetny sygnał na nowej drodze. Jeden z fanów Middlesbrough określił Berhaltera mianem "
fing mustard*" – co w tym kontekście oznaczało coś absolutnie fantastycznego.
Pierwsze wrażenie Berhaltera było spektakularne. Jego asysta zapewniła Boro zwycięstwo 1:0 nad Wrexham, zespołem Ryana Reynoldsa i Roba McElhenneya, w ramach Pucharu Carabao. Choć asysta była efektem świetnego wykończenia Willa Lanksheara, to nie był jedyny wkład Berhaltera. Stworzył cztery okazje bramkowe, więcej niż ktokolwiek inny na boisku. Zanotował dwa odbiory, dwie przechwyty i posłał jedenaście podań w pole karne. Jego dośrodkowania, choć nie zawsze trafiały do celu, pokazały jego umiejętność uderzenia piłki i tworzenia zagrożenia – to właśnie dlatego Boro go sprowadzili.
Dołączyli również Arfstena, który również zadebiutował. Grając na lewej obronie, były gracz Columbus Crew spędził na boisku 67 minut, wykonując sporo pracy w defensywie. Nie było to idealne, ale wystarczająco solidne, by Wrexham nie zdołało przebić się przez jego flankę. Z przewidywanym powrotem Aidana Morrisa, jest szansa, że cała trójka Amerykanów odegra kluczowe role w tym sezonie. Jeśli Berhalter utrzyma ten poziom, klub będzie miał powody do optymizmu przed kampanią w Championship.
Kochen i Pepi w trudnej sytuacji – początki nie zawsze są łatwe
Nie wszystkie historie amerykańskich piłkarzy za granicą kończą się happy endem. Diego Kochen, choć rozpoczął trzeci kolejny mecz z rzędu, miał kolejny trudny dzień. Młody bramkarz, wypożyczony latem do Lyngby, aby zdobyć minuty, których nie otrzymałby w Barcelonie, wciąż czeka na zwycięstwo swojej drużyny. Lyngby pozostaje bez punktu po trzech kolejkach, a ostatni mecz to porażka 2:0 z Randers, która podtrzymała niefortunną serię tracenia wielu bramek w każdym spotkaniu.
Wyniki Lyngby nie są zaskoczeniem, biorąc pod uwagę, że to pierwszy sezon klubu w duńskiej ekstraklasie. Oczywiste są trudności i okresy adaptacji. To samo można powiedzieć o Kochenie, który w wieku zaledwie 20 lat, wciąż potrzebuje czasu na rozwój. Nadzieją jest, że ten rozwój nastąpi w trakcie sezonu, zarówno dla gracza, jak i dla klubu.
Ricardo Pepi również miał mieszane uczucia po inauguracyjnym meczu PSV w Eredivisie. Był aktywny, notując najwięcej kontaktów z piłką w polu karnym spośród wszystkich graczy i oddając najwięcej strzałów. Niestety, brakowało mu skuteczności, co przyczyniło się do rozczarowującego remisu.
Po objęciu prowadzenia 2:1 w 74. minucie, PSV wypuściło zwycięstwo z rąk, tracąc wyrównującą bramkę w 92. minucie w meczu z Fortuną Sittard, zakończonym wynikiem 2:2. Tym samym PSV straciło punkty na starcie obrony tytułu. To był frustrujący mecz dla Pepi, który, mimo że był blisko, nie zdołał znaleźć drogi do bramki. Cztery jego strzały wymagały tylko jednego skutecznego interwencji bramkarza.
Choć Pepi i PSV z pewnością się poprawią, a zespół był osłabiony nieobecnością Sergino Desta, który pauzował za kartki, to jednak po porażce 4:0 w Superpucharze z AZ Alkmaar, w Eindhoven pojawiają się pewne obawy. Te obawy będą towarzyszyć klubowi, dopóki nie zacznie przypominać drużyny z poprzedniego sezonu.
W międzyczasie, Cameron Carter-Vickers, po długiej przerwie spowodowanej kontuzją, która uniemożliwiła mu udział w mistrzostwach świata, powrócił do pełnej formy, grając pełne 90 minut w dwóch kolejnych meczach dla Celticu.


