To nie miał być spacer po zwycięstwo. Argentyna, aktualni mistrzowie świata, stanęła na skraju porażki z drużyną zajmującą 67. miejsce w rankingu FIFA – Zieloną Przylądka. Mecz, który mógł przejść do historii jako jedna z największych sensacji w futbolu, ostatecznie zakończył się zwycięstwem Albicelestes, ale to było zwycięstwo okupione nerwami i walką do ostatnich minut.
Gdy minnows prawie przełamali potęgę
Od samego początku widać było, że Zielona Przylądka nie zamierza grać na pół gwizdka. Ich ustawienie było ofensywne, a już w pierwszych dziesięciu minutach Emiliano Martinez musiał interweniować. Argentyna, która w tej odsłonie nie jest już tak wybuchowa jak kiedyś, powoli odnajdywała swój rytm. To drużyna bardziej metodyczna, grająca na kąty, utrzymująca posiadanie piłki i czekająca na odpowiedni moment do ataku.
I ten moment nadszedł. Decydująca okazała się długa piłka zagrana przez Lisandro Martineza, która minęła linię obrony. Lionel Messi, jak to ma w zwyczaju, przejął piłkę w sposób mistrzowski i umieścił ją w siatce. Choć okazji było więcej, Enzo Fernandez dwukrotnie był sprytnie powstrzymywany, a Messi stale stwarzał zagrożenie, pierwsza połowa zakończyła się skromnym prowadzeniem 1:0 dla Argentyny.
Uśpiona czujność i dramatyczny zwrot akcji
Prowadzenie 1:0 okazało się niewystarczające. Zielona Przylądka, zamiast się załamać, kontynuowała swój atak. Niestety, błąd w kryciu ze strony Enzo Fernandeza pozwolił rywalom na wyrównanie. Pomocnik Zielonej Przylądki, Deroy Duarte, zebrał piłkę, obrócił się i precyzyjnym strzałem w dolny róg pokonał Martineza.
Od tego momentu zrobiło się gorąco. Argentyna, zazwyczaj tak opanowana, zaczęła odczuwać presję. Podania stały się nerwowe, wkradły się błędy. Vozinha, bohater meczu z Hiszpanią, stanął na wysokości zadania, dwukrotnie ratując swoją drużynę przed utratą bramki – raz w sytuacji sam na sam z Messim, a później po jego rzucie wolnym w doliczonym czasie gry.
Dogrywka rozpoczęła się obiecująco dla Argentyny. Lisandro Martinez uspokoił nerwy, zdobywając drugą bramkę pięknym strzałem pod poprzeczkę. Jednak Zielona Przylądka po raz kolejny pokazała charakter. Sidny Lopes Cabral, po indywidualnej akcji, z niemożliwego kąta posłał piłkę w samo okienko, doprowadzając do remisu 2:2. La Albiceleste jednak okazała się bardziej skuteczna. Messi zagrał znakomity rzut rożny, a Cristian Romero, celnie uderzając głową, zapewnił zwycięstwo na kilka minut przed końcem. Ostatnie nieliczne próby Zielonej Przylądki zostały skutecznie odparte.
Emiliano Martinez – nie mógł zrobić nic przy żadnej z bramek dla Zielonej Przylądki. Kilka dobrych interwencji poza tym. Nahuel Molina – utrzymywał szerokość gry, przesuwał piłkę do przodu i pilnował swojej strony boiska. Cristian Romero – typowo zdecydowana, momentami zbyt fizyczna postawa w obronie. Zdobył zwycięskiego gola. Lisandro Martinez – niekonsekwentny. Piękny pas dla Messiego, ale potem zawiódł w kryciu przy wyrównaniu. Następnie strzelił absurdalnego gola w dogrywce. Marcos Acuna – przyzwoity występ po lewej stronie przed zejściem z boiska z powodu kontuzji. Nic nadzwyczajnego – co jest dobrym znakiem. Alexis Mac Allister – czasami czuł się przytłoczony w defensywie. Dobrze przesuwał piłkę, ale potrzebował partnera, który pomógłby w przejściu do ataku. Enzo Fernandez – bardzo słaba gra w obronie, pozwolił Duarte na zdobycie wyrównującej bramki. Zmarnował kilka okazji, wyglądał na powolnego. Ogólnie słaby występ. Rodrigo De Paul – zdyscyplinowany występ na prawej pomocy. Wygrywał pojedynki. Być może lepiej odnalazłby się w bardziej centralnej roli. Anhel Di Maria – stworzył tylko jedną okazję, nie stanowił większego zagrożenia w ataku. Lionel Messi – pojawiał się na obrzeżach gry, a potem strzelił przepięknego gola. Przyczynił się też do trzeciej bramki. Miał wpływ na grę, choć nie był genialny. Julian Alvarez – kilka dobrych zagrań i połączeń, ale nigdy nie miał klarownej sytuacji bramkowej. Nicolas Gonzalez – niebezpieczny na lewym skrzydle. Zapewniał realne zagrożenie w ataku w miarę upływu gry. Guido Rodriguez – dużo biegał i wykonywał ważną pracę w obronie. Exequiel Palacios – wszedł na boisko, by przywrócić kontrolę w środku pola, czego nigdy nie zapewnił. Lautaro Martinez – złapał głupią żółtą kartkę i nie zaoferował nic więcej. Gerónimo Rulli – czy może brać na siebie dużą odpowiedzialność? Wyprowadził piłkę, jak zwykle, i w efekcie nie wycisnął z drużyny zbyt wiele. Marzenia o mistrzostwie pozostają żywe.