Na stadionie Amex w Brighton rozegrał się mecz, który mógł zadecydować o losach mistrzostwa Anglii. Arsenal, po dwóch kolejnych wygranych w derbach Londynu, stanął przed szansą powiększenia przewagi nad Manchesterem City. Po przetrwaniu wczesnego kryzysu, gdzie Gabriel dosłownie ratował zespół, strzałem Bukayo Saki Kanonierzy objęli prowadzenie, wysyłając jasny sygnał reszcie stawki.
Gabriel: Niewzruszona twierdza Arsenalu
Mecz zaczął się od nerwowych chwil dla Arsenalu. Błąd Davida Raya mógł kosztować zespół stratę bramki, ale na posterunku był Gabriel, który zdołał wybić piłkę z linii bramkowej. To był sygnał, że Brazylijczyk jest w tym spotkaniu w znakomitej formie. Po tym incydencie Gabriel settled well, pewnie pilnował własnego pola karnego i wielokrotnie rzucał się pod nogi rywali, blokując groźne strzały. Jego postawa była wręcz kolosalna, stanowiąc oazę spokoju w chaotycznych momentach. Nie tylko ratował zespół w defensywie, ale również imponował w drugiej połowie, gdy musiał przenieść się na środek obrony, zastępując kontuzjowanego Salibę. Jego gra była kolejnym dowodem na to, że jest w życiowej formie.
Bukayo Saka, który obchodził swój 300. występ w barwach ukochanego klubu, pokazał, dlaczego jest kluczowym zawodnikiem Arsenalu. W roli zastępcy kapitana, po otrzymaniu podania od Jurriena Timbera, zacentrował z prawej strony, a jego strzał, po rykoszecie od Carlosa Baleby, zmylił bramkarza Brighton, Bart Verbuggena. Choć do szczęścia dopisało mu trochę fartu, to właśnie jego inicjatywa przyniosła bramkę. Mecz nie był jednak usłany różami dla wszystkich graczy. Kai Havertz zmagał się z problemami, jego gra często była zbyt powolna, a w pierwszych miesiącach w Premier League wyglądał na bardziej niepewnego. Podobnie Martin Ødegaard, mimo że potrafił rozegrać kilka ładnych podań, to później miał trudności z dostaniem się do piłki i kreowaniem gry.
Brighton na deskach, Arsenal pewnie kroczy po tytuł
Choć Arsenal objął prowadzenie, nie potrafił zbudować na tym przewagi w pierwszej połowie. Brighton sprawiał im wiele problemów, a Kanonierzy musieli przetrwać kilka nerwowych momentów. Ostatecznie jednak, dzięki heroicznym wysiłkom innych drużyn, zwłaszcza Nottingham Forest, Arsenal utrzymał fotel lidera. W drugiej połowie zmiany dokonane przez trenera przyniosły widoczną poprawę, dając zespołowi kontrolę nad meczem i potrzebne okresy posiadania piłki na połowie rywala. Reiss Nelson, wchodząc z ławki, dodał zespołowi więcej kontroli w ataku, co przełożyło się na dłuższe posiadanie piłki w ofensywie. Jego wejście pozwoliło również na większą swobodę w grze środkowej strefy.
Niestety, nie wszyscy zawodnicy mogli być zadowoleni ze swojej postawy. Leandro Trossard miał trudny mecz, często walcząc plecami do bramki z obrońcami Brighton, którzy skutecznie go neutralizowali. Jego wpływ na grę był niewielki, a choć pracował ciężko jak zawsze, to nie stanowił realnego zagrożenia z lewej strony. Podobnie Gabriel Jesus, choć grał z pasją, to często miał problemy z utrzymaniem się przy piłce i miał trudności z kreowaniem sytuacji. Mecz nie był rozgrywany na jego mocnych stronach, co było widoczne w jego grze, a kibice Brighton nie omieszkali mu tego wypomnieć, radośnie śmiejąc się z jednego niecelnego strzału, który zakończył się autem.
Ten triumf umocnił pozycję Arsenalu na szczycie tabeli Premier League. Mecz na Amex Stadium pokazał, że drużyna Mikela Artety potrafi walczyć i wygrywać nawet w trudnych okolicznościach, co jest cechą mistrzów. Gabriel, grając na swoim najwyższym poziomie, okazał się kluczowym elementem defensywy, a bramka Saki przypieczętowała zwycięstwo, które może okazać się decydujące w walce o tytuł.


