Niektóre mecze po prostu zapadają w pamięć, nie jako triumfy, ale jako bolesne lekcje pokory. Dla Bayernu Monachium, klubu o legendarnym statusie i nieustannej pogoni za sukcesem, istniał jeden taki wieczór, który Uli Hoeneß, ikona klubu, określił mianem „największego upokorzenia”. To nie była zwykła porażka, to było coś znacznie gorszego, coś, co sprawiło, że nawet kibice z Bawarii poczuli się zawstydzeni.
Barcelona wzięła nas na litość? Niewiarygodne wspomnienia z Camp Nou
Hoeneß, w szczerej rozmowie, przyznał, że przez ostatnie 25 lat rzadko zdarzało mu się nie czekać z utęsknieniem na mecz FC Bayern. Jednak jeden z nich stanowił wyjątek, i to wyjątkowo przykry. Mowa o rewanżowym spotkaniu z Barceloną. Pierwszy mecz na Camp Nou był dla Bawarczyków prawdziwym koszmarem. Hoeneß, siedząc obok ówczesnego trenera Bayernu, Jürgena Klinsmanna, nie mógł oderwać wzroku od zegarka. „Nigdy w życiu nie sprawdzałem zegarka tak często, jak w pierwszej połowie tamtego meczu, bo po prostu nie chciał się skończyć” – wspomina z goryczą.
Już po 45 minutach gwiazdy katalońskiego zespołu, prowadzone przez Pepa Guardiolę, prowadziły 4-0. Bramki strzelali Lionel Messi (dwukrotnie), Samuel Eto'o i Thierry Henry. Bayern był już osłabiony wcześniejszą, bolesną porażką 5-1 z Wolfsburgiem, a absencja kluczowych obrońców, Lucio i Philippa Lahma, tylko pogłębiała problemy.
Kiedy rywal lituje się nad tobą
To właśnie wtedy padły słowa, które definiują skalę tego upokorzenia:
To było największe upokorzenie dla Bayernu Monachium. Ale dlaczego? Hoeneß zdradza szokujący powód:
Oni wzięli nas na litość. Miałem wrażenie, że w przerwie powiedzieli sobie: Zwolnijmy trochę tempo. Nie czekałem na rewanż w Monachium. To zdanie mówi więcej niż tysiąc bramek straconych. Sugeruje, że rywal, widząc bezradność przeciwnika, celowo zwolnił, by nie pogrążyć go jeszcze bardziej. To uczucie, gdy przeciwnik lituje się nad twoją drużyną, jest chyba gorsze niż jakakolwiek przegrana.
Co ciekawe, w rewanżu w Monachium, Bayern zdołał zremisować 1-1 z późniejszymi triumfatorami Ligi Mistrzów. Franck Ribéry otworzył wynik tuż po przerwie, a Seydou Keita wyrównał dla gości. Ten remis, choć symboliczny, nie zmienił faktu, że sezon ten okazał się dla Bayernu kolejnym bez trofeum. Po odejściu Klinsmanna, na krótko stery przejął Jupp Heynckes, a następnie Louis van Gaal, pod którego wodzą klub znów pokazywał lepsze oblicze, docierając w sezonie 2009/10 do finału Ligi Mistrzów, gdzie uległ Interowi Mediolan.


