Bayern Monachium pożegnał się z Ligą Mistrzów w półfinale, a reakcja międzynarodowej prasy była bezlitosna. Po remisie 1:1 z broniącym tytułu PSG, który przypieczętował ich porażkę po pierwszym meczu 4:5, zagraniczne media zgodnie orzekły, że paryżanie byli zasłużonymi zwycięzcami, pomimo protestów Bawarczyków dotyczących kontrowersyjnej sytuacji z ręką.
Co poszło nie tak w Monachium? "Żenujący" Bayern kontra "heroiczne" PSG
Francuska prasa wyraziła ogromne zadowolenie.
Historia francuskiej piłki często pisze się w Monachium, a murawa Allianz Arena nadal dostarcza PSG słodkich chwil, pisał L'Équipe, podkreślając, że paryżanie umocnili swoją więź z bawarską fortecą. Le Figaro dodawało z dumą:
Paris Saint-Germain awansuje do finału! W niezwykle naładowanym emocjonalnie starciu goście bronili się heroicznie i wytrzymali ogromną presję.Hiszpańska Marca skwitowała to krótko:
Luis Enrique po raz kolejny zamienił Monachium w świętą ziemię dla PSG.Nie oszczędził ich również angielski The Guardian, stwierdzając, że
Paris Saint-Germain zmierzy się z Arsenalem w finale Ligi Mistrzów, ponieważ zabrali się do roboty, zneutralizowali słabnący Bayern Monachium i sami prawie nie zawiedli.Z kolei The Sun poszedł o krok dalej:
Więc to obrońcy tytułu! Mistrzowie z nienasyconym apetytem na zadawanie porażek Anglikom. Po dziewięciogolowym thrillerze w pierwszym meczu, Paris Saint-Germain poszli na całość w rewanżu, a Bayern Monachium poległ w rozsypce.
"Dramat z ręką" i "żadnego spektaklu" - rozczarowanie w Niemczech
Austriacki Kurier podsumował krótko:
Koniec drogi w półfinale: Bayern ulega broniącym tytułu Paris SG.Kronen Zeitung dodał:
PSG świętuje i wysyła Bayern w dolinę łez. Dla mistrzów Niemiec, prowadzonych przez trenera Vincenta Kompanyego, marzenie o potrójnej koronie zakończyło się przedwcześnie. Kane i spółka nie znaleźli ofensywnych środków, by wywrzeć presję na kompaktowo broniących się gościach.Blick nie zostawił złudzeń:
Bayern odpada na pierwszym płotku po dramacie z ręką.Nawet brytyjskie BBC zauważyło, że drugi mecz nie był tak porywający jak pierwszy, a Bayern czuł się pokrzywdzony, gdy
Vitinha trafił piłką w rękę Joao Nevesa w polu karnym, ale zasady stanowią, że rzut karny nie jest przyznawany, jeśli piłka została zagrana przez kolegę z drużyny.
Włoski Corriere dello Sport przyznał, że pierwszy mecz dostarczył emocji, ale drugi już niekoniecznie.
Pierwszy mecz obfitował w gole, widowisko i emocje. Drugi mecz poszedł w ślady i przyniósł werdykt: Paris Saint-Germain awansuje do finału Ligi Mistrzów drugi rok z rzędu. Bayern Monachium musi pogodzić się z porażką po remisie 1:1 na Allianz Arena.
Warto zaznaczyć, że Harry Kane strzelił swojego gola dopiero w doliczonym czasie gry, co dla wielu było dowodem na to, że Bayern obudził się zbyt późno. Jedynym zawodnikiem, który mógł się wyróżnić w tej formacji, był właśnie Kane, ale jego trafienie przyszło zdecydowanie zbyt późno, by odwrócić losy dwumeczu.
Bayern Monachium, jako klub znany z dominacji, po raz kolejny pokazał, że nawet najwięksi mogą mieć swoje słabsze momenty, a droga do europejskiej chwały jest wybrukowana nie tylko zwycięstwami, ale i bolesnymi porażkami.


