Cztery lata temu, 10 września 2022 roku, Como tkwiło w dolnej połowie tabeli Serie B, doznając upokarzającej porażki 0:2 u siebie z Sudtirol. Pięć lat później, 10 września 2027 roku, Lariani nie tylko zadebiutowali w Lidze Mistrzów, ale całkowicie zdominowali potężne RB Lipsk, serwując spektakl, który zapisze się w historii na dekady.
Magia Fabregasa: Od Słów do Czynów
Cesc Fabregas, znany ze swojej inteligencji taktycznej, przez cały tydzień przed meczem starał się minimalizować wagę wydarzenia.
Z Lipskiem będzie to jak każdy inny mecz, mówił do dziennikarzy, co okazało się być mistrzowskim posunięciem psychologicznym. Ta filozofia z pewnością przeniosła się na zawodników, którzy nie okazali najmniejszych oznak tremy w starciu z niemieckim gigantem, stałym bywalcem europejskich pucharów. Podczas gdy Lipsk wydawał się być przytłoczony atmosferą i intensywnością gry gospodarzy, Como grało z jasnością celu i determinacją, sugerując, że należą do europejskiej elity.
Gwiazdy na Hali: Baturina i Diao Rozświetlają Noc
Choć przed meczem wiele uwagi poświęcano kreatywności Nico Paza, to właśnie inni bohaterowie skradli show tej historycznej nocy. Paz, mimo że nie był jeszcze w pełni sił fizycznych, zdołał zaprezentować swoją klasę, notując dwie kluczowe asysty. Jednak wieczór należał do Martina Baturiny. Chorwacki rozgrywający strzelił pierwszego gola w historii Ligi Mistrzów dla Como, popisując się czystą magią. Dopadł do precyzyjnego podania Tasosa Douvikasa i wykończył akcję z kliniczną precyzją.
Wspierany przez Baturinę był Assane Diao, którego kariera w Como to prawdziwy rollercoaster. Po znakomitym debiutanckim sezonie nastąpił trudny okres naznaczony kontuzjami w poprzednim roku. W czwartek Diao powrócił do swojej niszczycielskiej formy. Był praktycznie nie do zatrzymania na skrzydle, ciągle napędzając akcje i zmuszając obronę Lipska do cofania się. Swoje imponujące widowisko zakończył strzelając trzeciego gola dla Como w 54. minucie, po podaniu od Paza. W połączeniu z tytaniczną pracą i skutecznym wykończeniem Tasosa Douvikasa – który wykazał się zarówno instynktem strzeleckim, jak i umiejętnością gry kombinacyjnej jako nowoczesny numer dziewięć – atak Como prezentował się jako jeden z najgroźniejszych w całej rozgrywce. Wynik ustalił rezerwowy Máximo Perrone, wykorzystując prostopadłe podanie Nico Paza w doliczonym czasie gry, ustalając wynik na 4:1.
Płynność gry Como była świadectwem pracy sztabu szkoleniowego, z każdym ruchem wydającym się być wyreżyserowanym przez Fabregasa z ławki. To nie była drużyna, która chciała się bronić i wywalczyć remis; to był zespół, który pragnął zadusić przeciwnika. Taktyczne ustawienie zapewniło, że Lipsk nigdy nie mógł złapać oddechu, ponieważ średni blok defensywny Como płynnie przechodził w zaciekły pressing w momencie, gdy pojawił się odpowiedni impuls.
To właśnie ta mentalność „wielkiego klubu” zrobiła największe wrażenie na obserwatorach. Nawet gdy Lipsk próbował odrobić straty w drugiej połowie, Como nie panikowało. Zamiast tego, podwoili swoje zasady, wykorzystując swoją przewagę techniczną do gry przez presję. Sposób, w jaki drużyna operuje piłką, wykorzystując krótkie, szybkie wymiany do przesuwania przeciwnika poziomo, a następnie dostarczania pionowego, zabójczego podania, stał się znakiem rozpoznawczym ery Fabregasa.
Dla fanów włoskiej piłki nożnej, występ Como był powiewem świeżości, nieuchronnie przywołującym porównania do szczytowych lat Atalanty Gian Piero Gasperiniego. Minęło sporo czasu, odkąd przedstawiciel Serie A atakował w europejskim meczu z tak nieograniczoną agresją i ofensywnym zamiarem. To Como reprezentuje nową erę dla Calcio – erę zdefiniowaną przez odwagę, biegłość techniczną i odmowę bycia zastraszonym przez status quo. Stanowią one dosłowną reklamę rozwoju włoskiej gry, dostarczając wzór, jak mniejsze kluby mogą konkurować na najwyższym poziomie poprzez inteligentne transfery i jasno określoną tożsamość gry.
Choć faza grupowa dopiero się rozpoczęła, reszta Europy z pewnością zwróci uwagę na wyniki z Stadio Sinigaglia. Klub przekształcił się z ciekawego projektu w przerażającą rzeczywistość dla każdego przeciwnika. Przygotowując się do nadchodzących starć krajowych z Parmą i Romą, Fabregas będzie starał się utrzymać swoich zawodników w ryzach, ale kibice mogą wybaczyć sobie wielkie marzenia.


