Julian Alvarez, piłkarz Atletico Madryt, znalazł się w centrum burzy medialnej i kibicowskiej, która może doprowadzić do jego odejścia z klubu. Mimo wysokiej kwoty transferowej i klauzuli odstępnego, przyszłość Argentyńczyka w stolicy Hiszpanii stoi pod wielkim znakiem zapytania. Czy przeniesie się do Anglii, czy czeka go inna ścieżka?
Sytuacja Juliana Alvareza w Atletico Madryt jest napięta jak nigdy. Choć formalnie nadal jest zawodnikiem "Rojiblancos", coraz głośniej mówi się o jego możliwym odejściu przed końcem okienka transferowego. Przypomnijmy, że Argentyńczyk dołączył do klubu ze stadionu Metropolitano z Manchesteru City w sierpniu 2024 roku za ponad 80 milionów funtów, co daje około 95 milionów euro. Jedno jest pewne, Barcelona, z którą miał już ponoć osiągnąć porozumienie w maju, nie będzie jego nowym klubem. Atletico jasno postawiło sprawę: nigdy nie zgodzą się na transfer do swojego odwiecznego rywala, uznając kontakt z piłkarzem posiadającym ważny kontrakt za niewybaczalny błąd. Zasada ta dotyczy również Realu Madryt. Dla klubu ze stolicy Hiszpanii to kwestia nie tylko pieniędzy, ale przede wszystkim zasady – Alvarez nie zagra w żadnym innym hiszpańskim zespole. Co ciekawe, pewność co do jego pozostania w Madrycie maleje z każdym dniem.
Furia kibiców i nieodwracalny rozłam
Nastroje w klubie zmieniły się diametralnie. Jeszcze niedawno panowało przekonanie, że "zostaje i łata dziury", dziś coraz częściej słychać głosy, że "może wyjechać za granicę". Szczerze mówiąc, trudno sobie wyobrazić, aby Alvarez pozostał i pogodził się z klubem oraz kibicami, z którymi więź wydaje się być nieodwracalnie zerwana. Fani są wściekli, nie tyle dlatego, że piłkarz pragnie zmiany otoczenia, co ze względu na sposób, w jaki o nią zabiegał. Wypowiedzi z środka Klubowych Mistrzostw Świata, presja ze strony jego agenta, a także naciski ze strony mediów katalońskich – to wszystko złożyło się na obecną sytuację. Dla niemal wszystkich lepiej, żeby odszedł. Były gracz River Plate wczoraj rozpoczął mecz na ławce rezerwowych przeciwko Villarreal i po wejściu na boisko w 66. minucie za Pubilla, przy gwizdach publiczności, nie potrafił zaznaczyć swojej obecności. Po końcowym gwizdku było jeszcze gorzej: podczas gdy jego koledzy z drużyny podchodzili do trybun, aby powitać i podziękować kibicom, Argentyńczyk szybko skierował się do szatni, nie dołączając do reszty zespołu.
Droga do Anglii za gigantyczne pieniądze?
Atletico Madryt ustaliło klauzulę odstępnego dla Alvareza na 500 milionów euro, ale tylko dla klubów hiszpańskich. W rzeczywistości, może on odejść za znacznie mniejszą kwotę, choć nadal znacznie przekraczającą 100 milionów euro. Według angielskich mediów, "Colchoneros" oczekują 150 milionów euro za jego rejestrację. Arsenal poważnie rozważa taki ruch i planuje sfinansować transakcję ze sprzedaży Gyokeresa, który jest celem Barcelony, a przede wszystkim Martinellego, który nie pasuje do projektu i jest pożądany przez Al-Hilal. Alvarez, według doniesień z Marca, nie jest kuszony wizją gry dla jakiegokolwiek klubu poza Barceloną i byłby bardzo niechętny powrotowi do Premier League po doświadczeniach w Manchesterze City, również ze względów rodzinnych i wizowych.
Według hiszpańskiej prasy, jeśli Alvarez ma pozostać w Madrycie, Simeone spróbuje załagodzić sytuację z pomocą Oblaka i reszty szatni. Nie ma jednak gwarancji, że kibice zobaczą powtórkę z historii Griezmanna, który przeniósł się do Barcelony w 2019 roku, a wrócił do Madrytu w 2021 roku, przyznając się do błędu i odbudowując zaufanie na boisku. Alvarez może nie dostać drugiej szansy.


