Raphinha, dotychczasowy klejnot w koronie Barcelony, przeżywa prawdziwą eksplozję formy. Jego niebywała skuteczność strzelecka w tym sezonie zaskakuje, a pod wodzą Hansiego Flickiego zyskał nową, zabójczą twarz. Czy jednak zbliżające się wyzwania reprezentacyjne nie okażą się dla niego zbyt wielkim obciążeniem?
Raphinha – Maszyna do strzelania goli, której nikt się nie spodziewał
Hansi Flick, nowy szkoleniowiec, genialnie odnalazł się w roli ratownika, obsadzając Raphinhę na środku ataku. To ruch, który idealnie załatał lukę po odejściach Roberta Lewandowskiego i Ferrana Torresa. I wiecie co? Plan zadziałał! Raphinha w tym sezonie zamienił się w niepowstrzymaną maszynę do zdobywania bramek. W pierwszych ośmiu meczach wszystkich rozgrywek trafił do siatki czternastokrotnie, potrzebując na to zaledwie 626 minut. Dwunastu bramek wystarczyło, by objąć prowadzenie w klasyfikacji strzelców La Liga, a kolejne dwie dołożył w pogromie 5:1 Barcelony nad Feyenoordem w Lidze Mistrzów. To nie jest przypadek, to czysta, piłkarska magia.
Długie podróże i powracające koszmary
Wszystko układa się Raphinie jak najlepiej, ale na horyzoncie pojawiają się czarne chmury. Pierwsza w tym sezonie przerwa reprezentacyjna zapowiada się na prawdziwe zagrożenie dla Brazylijczyka, a co za tym idzie, dla całej Barcelony, która przecież czerpie garściami z jego obecnej formy. Carlo Ancelotti, postać budząca największy niepokój, jawi się jako główny sprawca potencjalnych kłopotów. Zawodnika czeka jedna z najbardziej wyczerpujących podróży w jego karierze – trzy mecze towarzyskie z Brazylią w Australii i Indiach, o marginalnej wartości sportowej.
Sportowe gazety donoszą, że Raphinha od przyszłego poniedziałku czeka go podróż licząca 34 000 kilometrów. A pamiętajmy, że ostatnie dwa powołania do reprezentacji zakończyły się dla niego kontuzjami. Pierwsza przerwa reprezentacyjna w marcu, kiedy Ancelotti powołał go na krótki tour po Stanach Zjednoczonych, zakończyła się urazem mięśnia dwugłowego uda podczas meczu z Francją. Zerwanie tego mięśnia wykluczyło go z gry na pięć tygodni. Barcelona odczuła to boleśnie. Po fizycznie wymagających miesiącach, Brazylijczyk opuścił kluczowe mecze, w tym rewanżowe spotkanie półfinału Copa del Rey z Atletico Madryt oraz potyczkę w Lidze Mistrzów z tym samym rywalem. Choć drużyna ostatecznie wygrała La Ligę, utrata skrzydłowego w decydującej fazie sezonu mocno odbiła się na grze Hansiego Flickiego.
Ancelotti ponownie powołał Raphinhę na drugi turniej z Brazylią. W drugim meczu grupowym przeciwko Haiti ból powrócił, a zawodnik musiał opuścić boisko w 38. minucie. Diagnoza potwierdziła uraz mięśnia w tylnej części prawego uda. Intensywne leczenie nie przyniosło efektu, a Raphinha nie zdołał już wrócić na boisko przed odpadnięciem Brazylii z turnieju.
Mecze, w których ma wziąć udział, to towarzyskie starcia z Australią (25 i 29 września) oraz z Indiami (3 października). Jak zauważył Sport:
To wyczerpująca podróż, która powoduje ogromne obciążenie fizyczne, niepotrzebne i możliwe do uniknięcia. Piłkarz Barcelony będzie musiał pokonać 34 000 kilometrów drogą powietrzną, co jest mniej więcej równowartością jednokrotnego okrążenia kuli ziemskiej.Sam futbol nie oferuje Raphinie zbyt wiele. Australia odpadła z Mistrzostw Świata 2026 już w 1/8 finału, przegrywając z Egiptem, podczas gdy Indie zajmują 138. miejsce w rankingu FIFA. Powrót do formy po takich podróżach i potencjalnych kontuzjach może okazać się niezwykle trudny.


