Klopp wchodzi z buta! Czy to początek końca starej gwardii i rewolucji w niemieckiej reprezentacji? Jedno jest pewne, Jürgen Klopp nie zamierza grać według starych zasad. Jego pierwsze decyzje kadrowe to prawdziwe trzęsienie ziemi, które z pewnością wywoła burzę w niemieckim futbolu.
Kimmich w środku pola, a reszta do piachu? Klopp stawia na swoje!
Konferencja prasowa Jürgena Kloppa przed ogłoszeniem kadry na mecze Ligi Narodów była niczym spektakl. Kiedy zapytano go o poprzednich selekcjonerów, którzy później prowadzili reprezentację Niemiec, chwilę się zamyślił. Hansi Flick wymienił Kloppa, ale potem zamilkł. "Kto jeszcze?" – zapytał salę. Odpowiedź brzmiała: Julian Nagelsmann. Klopp, zaskoczony, krzyknął: "O tak, przepraszam!". Już wtedy było wiadomo, że ta chwila zapisze się w historii.
Piszcie historię, którą chcecie napisać, rzucił Klopp, podkreślając jednocześnie swój ogromny szacunek do Nagelsmanna. Niemniej jednak, ta wymiana zdań natychmiast przywołała wspomnienia słynnego "jeszcze" Kloppa sprzed Mistrzostw Świata, kiedy sam był ekspertem telewizyjnym, a Nagelsmann prowadził kadrę.
Jednak poza tym krótkim quizem, temat Nagelsmanna w zasadzie zszedł na dalszy plan. Klopp, w sposób niezwykle przekonujący, starał się skupić na pozytywach i budować wiarę w lepszą przyszłość – zarówno dla reprezentacji, jak i dla Niemiec w ogóle. Jego pierwsza lista powołań to prawdziwy majstersztyk. 44 zawodników, podzielonych na dwie grupy na nadchodzące mecze Ligi Narodów. Oczywiście, nie zabrakło tam doświadczonych graczy, ale zaskoczeniem jest aż 16 debiutantów, w tym takie postaci, o których niewielu słyszało, jak Mika Baur z Celtiku Glasgow, który sam przyznał, że nigdy nie spodziewał się takiego telefonu. Przesłanie Kloppa jest jasne: wszystko jest możliwe.
Klopp, w przeciwieństwie do Nagelsmanna, bez wahania odniósł się do kilku krytycznych uwag kierowanych pod adresem swojego poprzednika. Weźmy na przykład Joshuę Kimmicha. Nagelsmann widział go na prawej obronie.
Ani razu w żadnej rozmowie z moimi kolegami trenerami nie był wymieniany jako prawy obrońca, stanowczo stwierdził Klopp.
Widzimy go jako pomocnika. I co więcej, nadal jako kapitana, co potwierdził. Klopp rozwiał również argumenty o braku odpowiednich alternatyw dla Kimmicha na prawej obronie, wskazując na Philippa Treu z Freiburga, który po raz pierwszy otrzymał powołanie i według Kloppa powinien się zastanawiać:
Eee, o czym oni mówią?. Wymienił również Josha Vagnomana ze Stuttgartu jako obiecującą opcję.
Stuttgart w centrum uwagi, a stare gwiazdy muszą poczekać
Szczególnie interesujące jest podejście Kloppa do zawodników VfB Stuttgart. Podczas gdy Nagelsmann powołał na Mistrzostwa Świata trio z tego klubu: Deniza Undava, Angelo Stillera i Jamiego Lewelinga, Klopp zdecydował się na zupełnie inną strategię. Opuścił właśnie tę trójkę, a zamiast nich powołał Vagnomana, Chrisa Führicha, Finna Jeltscha i Maximiliana Mittelstädta. Oczywiście, Undav, Stiller i Leweling mieli ostatnio drobne problemy z kontuzjami, ale mimo to byli dostępni w każdym ligowym meczu.
Z kadry zniknęli również dwaj ulubieńcy Nagelsmanna, wokół których narosło najwięcej kontrowersji: Leroy Sane i Leon Goretzka (który aktualnie i tak leczy kontuzję). Klopp jednak zaznaczył, że ich nieobecność w kadrze, podobnie jak Undava i Stillera, nie jest ostateczna. Co ciekawe, przyznał, że nie rozmawiał jeszcze z nimi osobiście, w przeciwieństwie do niemal wszystkich innych znaczących niemieckich piłkarzy.
Byłem trochę na zewnątrz w ciągu ostatnich czterech tygodni, spotkałem wielu, wielu zawodników osobiście, widziałem ich na treningu lub rozmawiałem, zdradził Klopp.
Widziałem ich, miałem ich fizycznie przed sobą. Różnica w porównaniu do obrazu, który miałem wcześniej, jest spora. Dużo zmienia w zrozumieniu piłkarza, gdy widzisz go na żywo. Te słowa można odczytać jako subtelne uderzenie w Nagelsmanna, którego często krytykowano za słabą komunikację i brak wizyt w klubach.
Poprzez swoje radykalnie odmienne podejście i powołania dla zawodników z mniejszych klubów, takich jak Augsburg czy Elversberg, Klopp wysyła jasny sygnał: chce zaangażować całe piłkarskie Niemcy w nowy początek reprezentacji. Jednak, aby utrzymać falę euforii, która bezsprzecznie wywołała jego selekcja i konferencja prasowa, obowiązuje stara piłkarska zasada: liczą się wyniki. Już teraz czekają ich trudne testy w Lidze Narodów, począwszy od wyjazdowego meczu z Holandią, a następnie trzy kolejne spotkania z Grecją (dwukrotnie) i Serbią.


