Mecz, który powinien być świętem futbolu, przerodził się w koszmar dla fanów Liverpoolu. Aston Villa zdemolowała "The Reds", serwując im bolesną lekcję intensywności i skuteczności. Czyżby to był kolejny gwóźdź do trumny dla menedżera Arne Slota?
Villa od pierwszego gwizdka narzuciła swój styl gry, dominując na boisku. Po krótkim zrywie Liverpoolu, gospodarze objęli prowadzenie tuż przed przerwą. Morgan Rogers, wykorzystując sprytny stały fragment gry, precyzyjnym strzałem złożył piłkę w siatce. Niestety dla "The Reds", radość z wyrównania w drugiej połowie była krótka. Virgil van Dijk, strzałem głową po rzucie wolnym, doprowadził do remisu, dając cień nadziei na odwrócenie losów spotkania. Ta nadzieja rozwiała się jednak błyskawicznie.
Zaledwie pięć minut później, po błyskotliwej akcji młodego Rio Ngumohy, który trafił w słupek, Dominik Szoboszlai popełnił fatalny błąd przy wyprowadzaniu piłki. Aston Villa natychmiast to wykorzystała, a Ollie Watkins, po kombinacyjnej akcji z Rogersiem, zdołał wcisnąć piłkę do siatki. Niestety dla Liverpoolu, to nie był koniec ich cierpień. Emi Buendia trafił w poprzeczkę, ale kolejna bramka dla Villi była kwestią czasu. Tym razem Watkins, wykorzystując sytuację po odbiciu piłki od bramkarza, dopełnił formalności z bliskiej odległości.
Angielski napastnik, w ostatnich minutach regulaminowego czasu gry, zamienił się w asystenta. Podanie do Johna McGinna, który miał mnóstwo miejsca na oddanie strzału z okolic pola karnego, zakończyło się precyzyjnym trafieniem w samo okienko. Potwierdziło to kolejny, mizerny wieczór dla mistrzów. Na otarcie łez, Van Dijk zdobył swoją drugą bramkę głową, ale było to jedynie pocieszenie. Wynik sprawił, że Aston Villa wyprzedziła Liverpool w tabeli, cementując swoje miejsce w Lidze Mistrzów. Zespół Slota wciąż ma wiele do zrobienia.
Bramkarska niemoc i defensywne błędy
Liverpoolowi ewidentnie brakowało pewności w defensywie. Bramkarz, który zbyt często wychodził z bramki, nie wzbudzał zaufania. Można by zarzucić mu lepszą postawę przy pierwszej i trzeciej bramce dla Villi. Prawy obrońca, z kolei, nie wygrał ani jednego pojedynku na ziemi i oferował znikomą wartość ofensywną. Watkins wielokrotnie torpedował obronę Liverpoolu, a francuski defensor nie miał ani chwili spokoju. Z tyłu było niecharakterystycznie luźno. Kapitan, choć strzelił dwie bramki głową, wyglądał na sfrustrowanego. Zagrożenie ze strony Villi często przychodziło z jego skrzydła, gdzie defensorzy albo odwracali się, albo bombowo atakowali. Nie był efektywny po obu stronach boiska. Fatalna obrona przy golu McGinna na końcu spotkania.
Pomoc i atak bez błysku
W środku pola panowała bierność, łatwo tracono piłkę i szczęśliwie uniknięto kary po fatalnym zagraniu. Zawodnik został zmieniony na długo przed końcem meczu. Szoboszlai, choć testował bramkarza Villi, a także zaliczył asysty przy obu bramkach Van Dijka, popełnił kluczowy błąd, który został brutalnie wykorzystany przez rywali. Młody talent, choć starał się szukać piłki, wywierał pewien nacisk. Został zmuszony do cofnięcia się na prawą obronę, co go stłumiło. Nie był wystarczająco szybki, by zatrzymać Rogersa przy pierwszej bramce. Podania nie były najlepsze, a on sam był pasażerem w ataku. Najjaśniejsza iskra po stronie Liverpoolu, zawsze stanowił zagrożenie i był niefortunny, trafiając w słupek.
Bezradność w ofensywie
Gracze Liverpoolu wyglądali na zajętych, ale nie potrafili zrobić nic znaczącego. Nie potrafili wejść w grę. Podobnie jak Wirtz, nie osiągnęli pożądanego efektu.
Chociaż mogło być jasno zaznaczone, że pozycja Slota jest bezpieczna, to był kolejny okropny wieczór, kiedy jego zawodnicy nie potrafili odpowiedzieć na intensywność przeciwników. To był rodzaj występu, który mógł przechylić szalę decyzji hierarchii w sprawie przyszłości menedżera. Aston Villa wyprzedziła Liverpool w tabeli, zapewniając sobie kwalifikację do Ligi Mistrzów.


