Liga amerykańska na chwilę zeszła na drugi plan, ale czy na pewno zapomnieliśmy o niej? Przerwa na mistrzostwa świata w piłce nożnej była okresem, kiedy uwaga wszystkich skupiona była na mundialu. Teraz, gdy wielki finał zbliża się wielkimi krokami, możemy ponownie skierować wzrok na Major League Soccer, ligę, która przed przerwą prezentowała się naprawdę znakomicie. San Jose Earthquakes i Vancouver Whitecaps błyszczały na Zachodzie, a na Wschodzie Nashville i Inter Miami dostarczały emocji. Teraz do tej już i tak gwiazdorskiej obsady dołączają kolejne światowe nazwiska, takie jak Antoine Griezmann i Robert Lewandowski. Czy to oznacza, że ostatnie miesiące sezonu będą jeszcze bardziej elektryzujące? Oto pięć kluczowych pytań, które nurtują fanów na całym świecie, gdy MLS wznawia rozgrywki.
Kiedy Mesjasz z Argentyny powróci do Miami?
Lionel Messi w zeszłym sezonie zdemolował niemal każdy możliwy rekord w MLS. Była to, bez dwóch zdań, najlepsza indywidualna kampania w historii tej ligi. Nawet w 2026 roku nie zwolnił tempa, notując 12 bramek i 8 asyst w 14 występach dla "Szczurów". Jego forma na mundialu również była niesamowita – prowadził w klasyfikacji złotego buta z ośmioma trafieniami i dorzucił cztery asysty. Teraz pojawia się pytanie: kiedy Miami zobaczy go ponownie? Zwycięstwo Argentyny nad Anglią w półfinale oznacza, że Messi zagra w kolejnym finale mistrzostw świata, co maksymalnie wydłuży już i tak wyczerpujące lato. Zazwyczaj kluby dają zawodnikom kilka tygodni, a nawet miesiąc, na regenerację po tak prestiżowym turnieju, zwłaszcza weteranom, którzy ponieśli tak ogromny ciężar. Może to oznaczać, że Miami będzie musiało radzić sobie przez znaczną część końcówki sezonu ligowego bez swojego najważniejszego gracza. Sezon na Florydzie Południowej i tak był nierówny, Javier Mascherano zrezygnował po niecałych dwóch miesiącach, a jego miejsce zajął Guillermo Hoyos, który, mimo bliskich kontaktów z Messim, jest wciąż stosunkowo mało znanym menedżerem. Mimo to, Miami zajmuje drugie miejsce w Konferencji Wschodniej i ma realne szanse na walkę o tytuł. Wszystko jednak kręci się wokół Messiego. Miami musi przetrwać jego nieobecność, dać mu czas na odpoczynek i oprzeć się pokusie zbyt szybkiego powrotu. Jeśli wróci zdrowy i wypoczęty, "Szczury" mogą być kandydatami do tytułu MLS Cup. Jeśli jednak mundial pozostawi trwały ślad fizyczny lub psychiczny, reszta sezonu dla Miami może okazać się znacznie bardziej skomplikowana.
Lewandowski w Chicago: czy to przepis na sukces?
Po miesiącach starań, Chicago Fire w końcu dopięło swego. Kiedy stało się jasne, że doświadczony napastnik nie otrzyma nowego kontraktu w Barcelonie, "Strażacy" zaczęli przekonywać "Wielkiego Polaka", że MLS, a konkretnie Chicago, powinno być jego kolejnym celem. Statystyki sugerują, że wciąż ma sporo do zaoferowania. Lewandowski zakończył karierę w Barcelonie ze 119 bramkami w 191 występach, w tym 42 w 52 meczach w kampanii 2024-25 i kolejne 18 w ostatnim sezonie. Jest również trzecim najlepszym strzelcem w historii Ligi Mistrzów z 109 bramkami i zdobył ponad 700 goli dla klubów i reprezentacji. Do samego końca strzelał na najwyższym poziomie. Teraz nadejdzie trudniejsza część. Lewandowski spędził ostatnie tygodnie trenując w Europie, ale od kilku miesięcy nie rozegrał żadnego oficjalnego meczu. Nawet jeśli jego poziom techniczny nadal przewyższa wymagania MLS, nie ma gwarancji, że od razu się odnajdzie. Nikt w tej lidze nie jest pewniakiem. Podróże są wymagające, mecze potrafią być chaotyczne, a w wieku 37 lat może mu zająć trochę czasu, zanim odzyska dawną formę. Niemniej jednak, ten ruch powinien przynieść korzyści jeszcze przed pierwszym golem Lewandowskiego. Chicago ma jedną z największych polonijnych społeczności poza Polską, a przybycie największego piłkarza w historii kraju powinno zapełnić trybuny stadionu Soldier Field. Dla klubu, który wciąż stara się odbudować swoją pozycję jako jedna z głównych atrakcji sportowych miasta, to niemal równie ważne, jak to, co będzie robił w polu karnym. Chicago miało już całkiem niezły atak przed przyjściem Lewandowskiego. Czy szybko się zaaklimatyzuje, zamieni go w najlepszy w MLS i sprawi, że "Strażacy" będą postrzegani jako prawdziwi kandydaci do tytułu?
Po latach oczekiwań, MLS i jej fani liczyli na rok 2026, jako moment, w którym niektórzy z największych amerykańskich talentów powrócą do kraju. Do tej pory ten oczekiwany przypływ po mundialu nie nastąpił. NYCFC podobno jest poważnie zainteresowane Christianem Pulisicem, któremu kończy się gwarantowany rok kontraktu z Milanem. Jednak włoski klub ma również opcję przedłużenia umowy do 2028 roku i podobno jasno zaznaczył, że nie jest na sprzedaż. W wieku 27 lat, z wciąż bogatą karierą w Europie, nie ma oczywistych powodów sportowych, dla których Pulisic miałby teraz zmieniać klub. Weston McKennie z kolei praktycznie wycofał się z tej dyskusji, podpisując nowy kontrakt z Juventusem do 2030 roku. Żadne inne znaczące ruchy nie miały miejsca. Mimo wszystkich rozmów o tym, że mundial stworzy naturalny punkt powrotu dla tego pokolenia, większość uznanych europejskich graczy z USMNT wydaje się czuć komfortowo, pozostając tam, gdzie są. Nastąpił jednak pewien ruch w dalszej części kadry. Orlando City podobno finalizuje powrót Dike'a, napastnika rezerwowego USMNT, który stał się gwiazdą w MLS, zanim w 2022 roku odszedł do West Brom. Kontuzje wielokrotnie zakłócały jego czteroipółletni pobyt w Anglii, a powrót do znajomego otoczenia może być dokładnie tym, czego potrzebuje, aby wznowić karierę. Nie jest to ten rodzaj głośnego amerykańskiego transferu, jakiego MLS mogła oczekiwać po mundialu, ale to wciąż rozsądny ruch zarówno dla gracza, jak i klubu. Wciąż jest czas, aby to się zmieniło. Drugie okno transferowe MLS właśnie się otworzyło i potrwa do 2 września, podczas gdy aktywność transferowa w Europie również zaczyna nabierać tempa. Więcej transakcji zostanie omówionych, a być może któryś z większych nazwisk zostanie skuszony. Na razie jednak wielki powrót Amerykanów pozostaje bardziej teorią niż rzeczywistością.
Nikt nie był w stanie zbliżyć się do Nashville na początku sezonu. Drużyna B.J. Callaghana kompletnie zdominowała ligę w pierwszych 14 meczach, przegrywając tylko raz i tracąc zaledwie 11 goli. Przybycie Cristiana Espinozy na prawym skrzydle już teraz wygląda na jeden z najlepszych transferów offseason, podczas gdy Sam Surridge i Hany Mukhtar odnaleźli swoją najlepszą formę. Mimo że Nashville wyszło z przerwy na mundial na czele tabeli MLS, klub nie uważa, że osiągnął już swój cel. Finalizuje umowy z tunezyjskim skrzydłowym Eliasem Saadem, który ma przyjść z FC Augsburg, oraz 21-letnim senegalskim pomocnikiem Famara Camara. Żaden z tych ruchów nie zmienia diametralnie oblicza drużyny, ale o to przecież nie chodzi. Nashville ma