Kibice Tottenhamu przeżyli kolejny gorzki wieczór. Porażka w Pucharze Anglii z Aston Villą to nie tylko odpadnięcie z rozgrywek, ale przede wszystkim powód do głębokiej refleksji nad postawą zespołu. Micky van de Ven, obrońca Kogutów, nie owija w bawełnę, wysyłając brutalny sygnał do swoich kolegów. Czy drużyna jest w stanie obudzić się wcześniej, niż będzie za późno?
Sobotnie starcie w ramach trzeciej rundy Pucharu Anglii zakończyło się dla Tottenhamu przykrym rozczarowaniem. Przeciwnik z tej samej Premier League, Aston Villa, okazał się lepszy, wygrywając 2:1. North Londoners znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji już przed przerwą, przegrywając 0:2 po trafieniach Emiliano Buendii i Morgana Rogersa. Dopiero gol Wilsona Odoberta w drugiej połowie wzbudził w drużynie iskierkę nadziei, wywołując próbę odwrócenia losów meczu i awansu do kolejnej fazy. Niestety, cel nie został osiągnięty. Pod koniec spotkania, w trakcie celebrowania przez graczy Villi, niemal doszło do przepychanki. Rogers, radośnie pięściami w kierunku trybun, wywołał gorącą atmosferę. Van de Ven stanął w obronie swoich kolegów, ale jednocześnie podkreślił kluczową kwestię: pasja i zaangażowanie muszą być obecne przez pełne 90 minut, a nie tylko wtedy, gdy drużyna przegrywa.
Czy pasja przychodzi za późno?
Micky van de Ven w rozmowie z dziennikarzami nie ukrywał swoich przemyśleń.
Myślę, że to dobra pasja. Ale nie powinniśmy jej okazywać tylko wtedy, gdy przegrywamy. Gdybyśmy zaczęli mecz tak, jak graliśmy w drugiej połowie, byłoby zupełnie inaczej. W pierwszej połowie nie byliśmy nawet blisko poziomu, który pokazaliśmy po przerwie. Musimy grać tak przez pełne 90 minut. Wtedy będziemy zupełnie innym zespołem. Potrzebujemy tego od pierwszej minuty i to jest właśnie problem, stwierdził stanowczo. Słowa te trafiają w sedno problemu, z jakim boryka się zespół. Brak konsekwencji w grze, wahania formy – to cechy, które odróżniają drużyny aspirujące do czołówki od tych, które tkwią w średniej.
Powtarzające się wahania formy
Nie da się ukryć, że Tottenham przeżywa trudny okres. Zaledwie jedno zwycięstwo w ostatnich siedmiu spotkaniach we wszystkich rozgrywkach to statystyka, która nie napawa optymizmem.
Mamy za dużo wzlotów i upadków. Mamy za dużo meczów, w których gramy na dobrym poziomie, a potem są takie, w których jesteśmy daleko poniżej naszych możliwości. To jest coś, nad czym musimy pracować i być bardziej konsekwentni, dodał van de Ven. Ta nieprzewidywalność w grze sprawia, że kibice żyją w ciągłym napięciu, a rywale widzą w Tottenhamie punkt, który można wykorzystać.
Trener Thomas Frank, mimo porażki, zwrócił uwagę na intensywność harmonogramu.
Rozegraliśmy pięć meczów w 13 dni, cztery w dziesięć. Jesteśmy jednym z niewielu klubów, które to zrobiły. To już trzeci raz w tym sezonie. Najtrudniejsze jest to, że mamy dwa dni przerwy między meczami. Radzimy sobie z tym. Robimy wszystko, co w naszej mocy, aby rywalizować, ale to jest trudny harmonogram, mówił o obciążeniu zawodników. Mimo to, nie można zrzucać całej winy na grafik. Zespół z północnego Londynu miał szansę na lepszy występ, a pasja, którą pokazał w drugiej połowie, powinna być normą, a nie wyjątkiem. Aston Villa to solidny zespół, który potrafił wykorzystać swoje momenty, strzelając dwa kluczowe gole.
Tottenham nie będzie w losowaniu czwartej rundy Pucharu Anglii. Kolejne spotkanie ligowe z West Hamem zapowiada się jako mecz, którego przegrania menedżer Frank nie może sobie pozwolić.


