Wyobraź sobie: siedzisz w szklanej kapsule w samym centrum Times Square, a Twoim zadaniem jest oglądanie meczów Mistrzostw Świata. Brzmi jak bajka? Dla Austina Franklina i Kevina Akoto stało się to rzeczywistością, a do tego wszystko zostało im sowicie opłacone. Dostać 50 000 dolarów za siedzenie i cieszenie się futbolem – kto by nie chciał takiej "pracy"?
Ci dwaj panowie to nie są zwykli kibice. Zostali wybrani spośród tysięcy chętnych, aby pełnić rolę "Głównych Obserwatorów Mistrzostw Świata". Ich zadanie? Oglądać każdy z 104 meczów, nie zważając na strefy czasowe czy publiczną wrzawę. Każdego dnia przez 39 dni wchodzą do swojej tymczasowej "szafy" z widokiem na cały świat, by oddać się piłkarskim emocjom. Ale to nie wszystko. FOX, sponsor tego niezwykłego przedsięwzięcia, oczekuje czegoś więcej niż tylko biernego oglądania.
"C-suite" w samym sercu Times Square
"Jesteśmy w C-suite," żartuje Austin Franklin, nawiązując do najwyższego szczebla zarządzania w korporacjach. "To prawdopodobnie najłatwiejsza praca na świecie. Ale mimo to, jest ważna." Kevin Akoto dodaje z uśmiechem: "Wpisuję to do swojego CV." Oczywiście, nie jest to praca pozbawiona wyzwań. Poza oglądaniem samych meczów, od duetu oczekuje się aktywnego angażowania tłumu zgromadzonego w Times Square, podgrzewania atmosfery i sprawiania, by wspólne oglądanie było jeszcze bardziej immersyjne. To w dużej mierze praca o charakterze performatywnym, a nie tylko prywatna rozrywka.
Franklin, twórca treści z Filadelfii, posiada już pokaźną bazę fanów – ponad 20 000 na Instagramie i ponad 200 000 na TikToku. Akoto, pochodzący z Florydy, rzucił swoją dotychczasową pracę i również może pochwalić się znaczną popularnością online, z blisko 168 000 obserwujących na samym TikToku. Ich wybór był podyktowany "pasją do gry, umiejętnościami tworzenia treści i zdolnością do jednoczenia fanów wokół największego sportowego wydarzenia na świecie." I faktycznie, już zdążyli udowodnić, że doskonale spełniają te kryteria. Franklin rozwiesił norweską flagę na posągu w Times Square, co spotkało się z entuzjazmem fanów, a jego filmik z zajęć jogi w tle z bębniącą "armią wikingów" osiągnął 1,6 miliona wyświetleń. Jeśli tegoroczne Mistrzostwa Świata można nazwać triumfem kibicowania i dobrą reklamą futbolu w Stanach Zjednoczonych, to ta dwójka jest jego idealnym uosobieniem.
Więcej niż tylko oglądanie: wyzwania i nagrody
Warto jednak wyjaśnić pewną kwestię: nie mieszkają w tej szklanej konstrukcji. Chaos Times Square sprawiłby, że sen byłby tam niemożliwy. FOX zapewnił im zakwaterowanie w pobliskim hotelu, o którego lokalizacji nie wolno im mówić. Samo "dirigowanie" ich codziennym życiem pod kątem tej pracy pozostawiono im samym. "Gdybyśmy próbowali spać w tej kostce, zobaczylibyście ogromne worki pod oczami, bo nie sądzę, żebyśmy się tam wyspali, mieszkając w środku Times Square," śmieje się Franklin. "Chociaż nasze kwatery tutaj są całkiem niezłe."
Sama "kostka" to w zasadzie bardzo duży pokój dzienny, o wymiarach około 9,7 na 4,8 metra. Znajdują się tam dwa 85-calowe ekrany telewizyjne z soundbarami i subwooferami. Kanapy są rozkładane, a pomiędzy meczami czas można spędzić przy stołach do piłkarzyków. Przekąski i napoje są na miejscu. Jednak pełne posiłki muszą przynosić ze sobą lub liczyć na uprzejmość innych. Brakuje również łazienki, co prowadzi do częstych i pośpiesznych sprintów do pobliskich punktów, nawet w przerwie meczu, zwłaszcza po wypiciu kawy.
To już mamy opanowane,przyznaje Franklin ze śmiechem.
Nie zawsze łatwo jest też wzbudzić entuzjazm przy każdym meczu. Wielkie starcia gigantów z szalejącymi fanami? Wtedy energia jest na wyciągnięcie ręki. Ale mecze rozpoczynające się późno w nocy, kiedy Times Square pustoszeje? To już trudniejsze zadanie.
Po prostu staram się jak najmocniej pozostać na bieżąco. Jak widzisz, mój głos już mi się kończy,mówi Akoto. Reakcje na bramki są kluczowym elementem całej zabawy i to właśnie tam powstają materiały do mediów społecznościowych.
Jeśli padnie gol, staramy się wyjść, podkręcić atmosferę i tak dalej. Jeśli to tylko mecz, gdzie piłka krąży od jednego do drugiego, jest trochę trudno. Po prostu starasz się utrzymać energię na tyle, na ile możesz,dodaje Akoto.
Oczywiście, dla tych dwóch panów to nic nowego. Ich pasja do futbolu jest legendarna, a harmonogramy snu często zakłóca globalny rytm rozgrywek.
Przyzwyczajasz się do wstawania, oglądania meczu, krótkiej drzemki, a potem o 9 zaczyna się Arsenal. W taki sposób funkcjonujesz przez resztę dnia i starasz się jak najlepiej wykorzystać każdą chwilę,tłumaczy Franklin. Życie prywatne również musi być uwzględnione. Ułożyli swój harmonogram snu i ćwiczeń wokół tego projektu. Filmy, montaż i publikowanie treści w mediach społecznościowych również zajmują czas. Choć zarabiają spore pieniądze na oglądaniu futbolu, odpowiedzialność jest wciąż bardzo realna.
Jednak to właśnie więź z fanami jest najbardziej satysfakcjonująca, przyznają obaj. Podczas meczu Senegal-Francja tysiące ludzi oglądało z nimi transmisję. Kibice tłumnie przybyli na mecze Meksyku, Brazylii i Argentyny. Istnieje tu symbiotyczna relacja między fanem a obserwatorem, która napędza obie strony, niezależnie od wyniku.
Właśnie przebywałem z [Brazylijczykami], a ktoś powiedział: Teraz jesteś Brazylijczykiem, bo po prostu podobała mi się ich energia, ich styl. Szliśmy w stronę centrum Times Square, a ktoś podał mi kawałek flagi i powiedział: Kocham twoją energię, teraz jesteś Brazylijczykiem,opowiada Franklin. Następnie jeden z brazylijskich ultrasów zdjął swoją koszulkę i podarował mu ją. Franklin nie do końca wiedział, jak zareagować.
To po prostu świetna zabawa,mówi z uśmiechem.
I być może w tym tkwi szerszy sens. Ci dwaj panowie mogą być oficjalnymi obserwatorami Mistrzostw Świata, ale tworzą prawdziwą społeczność. Franklin jest Amerykaninem, ale czuje się, jakby został adoptowany przez brazylijskich ultrasów. Akoto kibicuje Hiszpanii, ale całe to doświadczenie przyniosło mu poczucie błogiej bezstronności. Są pasjonatami futbolu, którzy tak naprawdę nie mają jednej, ulubionej drużyny. Te Mistrzostwa Świata stały się świetną reklamą wspólnoty kibiców, ludzi adoptowanych przez nowe miasta. Szkocka armia "Tartan Army" wypijała wszystkie zapasy w Bostonie, a Norwegowie "płynęli" przez Times Square. A ci dwaj panowie