Nagła decyzja o zakończeniu kariery przez Niklasa Süle wstrząsnęła światem piłki nożnej. Jeszcze niedawno fani zastanawiali się, gdzie utalentowany obrońca zagra w przyszłym sezonie, a teraz przyszło im pogodzić się z końcem jego sportowej drogi. Okazuje się, że jeszcze przed tym szokującym ogłoszeniem, jeden z klubów Bundesligi rozważał sprowadzenie doświadczonego stopera, co tylko dodaje dramaturgii całej sytuacji.
Tajemnicze plany 1. FC Köln i klubów zza oceanu
Bild donosi, że 1. FC Köln poważnie przymierzał się do pozyskania Niklasa Süle na zasadzie wolnego transferu. Co ciekawe, formalne rozmowy jeszcze się nie rozpoczęły, co oznacza, że klub z Kolonii działał w sferze potencjalnych ruchów, a nie konkretnych negocjacji. Niespodziewana emerytura środkowego obrońcy, ogłoszona w czwartek za pośrednictwem podcastu „Spielmacher”, ostatecznie przekreśliła te plany. Według doniesień, zainteresowanie Süle wykazywały nie tylko niemieckie kluby, ale również kilka zespołów z amerykańskiej MLS. Ta informacja rzuca nowe światło na jego przyszłość, sugerując, że w grze były opcje zagraniczne, a jego decyzja była prawdopodobnie bardziej złożona, niż mogło się wydawać na pierwszy rzut oka.
Moment, który zmienił wszystko
Jego decyzja o zakończeniu kariery nastąpiła po meczu z byłym klubem, TSG Hoffenheim, rozegranym 18 kwietnia. Wówczas Süle obawiał się trzeciego zerwania więzadła krzyżowego i załamał się, płacząc w szatni.
Kiedy nasz lekarz wykonał test szuflady w szatni, spojrzał na fizjoterapeutę i pokręcił głową, a fizjoterapeuta zrobił to samo i nie czuł żadnego oporu – wtedy poszedłem pod prysznic i płakałem przez dziesięć minut– tak obrońca opisał swój stan. Choć ostatecznie okazało się, że nie doszło do najgorszego, dla niego było
tysiąc procent jasne, że to koniec. Ten moment, pełen bólu i strachu, z pewnością odcisnął piętno na jego dalszych decyzjach. To właśnie ten incydent, a nie tylko problemy z miejscem w składzie czy kwestie wagi, wydaje się być kluczowym czynnikiem, który popchnął go do tak radykalnego kroku.
Niklas Süle poinformował już trenera BVB, Marco Rosego, o swojej decyzji o odejściu z klubu, kończąc tym samym spekulacje, które narastały od tygodni. Osoby z jego najbliższego otoczenia wiedziały, że ten ruch jest nieunikniony, a jego odejście było niemal pewne, gdy Dortmund zdecydował się nie przedłużać jego kontraktu, który wygasa tego lata. 29-latek otrzyma oficjalne pożegnanie przed piątkowym meczem z Eintrachtem Frankfurt. Mimo to, na czysto sportowym poziomie, Süle czuje, że mógłby jeszcze podjąć nowe wyzwanie.
Wierzę, że jestem zawodnikiem, który pod względem jakości mógłby nadal grać w piłkę. Mentalnie stało się to trudniejsze– powiedział. Obok serii kontuzji, Süle wielokrotnie zmagał się z problemami z wagą, o których mówił z niezwykłą otwartością i autoironicznym humorem w programie „Spielmacher”.
Süle, który do BVB trafił na zasadzie wolnego transferu z FC Bayern Monachium w 2022 roku, wciąż goni za jednym, ostatnim kamieniem milowym.
W najlepszym wypadku dostanę jeszcze dziesięć sekund, minutę, albo jeśli Niko Kovac będzie chciał, nawet pięć minut – dam radę. Może wejdę jeszcze raz, zagram swój 300. mecz w Bundeslidze w takiej scenerii, przed 80 tysiącami widzów, z moimi bliskimi z rodziny. Jestem niesamowicie wdzięczny, po wszystkich tych kontuzjach, że nadal jestem w całkiem dobrej formie fizycznej, mogę uprawiać sport, bawić się z dziećmi i grać w golfa. Po prostu będę się tym cieszył w piątek– wyjaśnił. Süle ma na koncie 297 występów w niemieckiej ekstraklasie.


