Czy zdarzyło wam się kiedyś popełnić błąd, który przeszedł do historii? Dla Martima Fernandeza, młodego obrońcy FC Porto, ten moment nadszedł w najgorszym możliwym czasie – w ćwierćfinale Ligi Europy. To, co miało być rutynowym podaniem, zamieniło się w koszmar, który na zawsze wryje się w pamięć kibiców i zapewne samego zawodnika.
Szał radości i niedowierzanie – tak wyglądał gol znikąd
Mecz ćwierćfinału Ligi Europy pomiędzy FC Porto a Nottingham Forest rozpoczął się dość ponuro dla gości, którzy już w 11. minucie stracili bramkę. William Gomes wpisał się na listę strzelców, dając gospodarzom prowadzenie. Wydawało się, że "Lasy" będą musiały gonić wynik, ale los postanowił interweniować w najbardziej nieoczekiwany sposób. Zaledwie dwie minuty później, bo w 13. minucie, piłka znalazła się u prawego obrońcy Porto, Martima Fernandeza. Dwudziestolatek, stojąc pod presją praktycznie zerową, zamiast wykonać pewne podanie do swojego bramkarza, Diogo Costy, zdecydował się na pierwszy kontakt z piłką. Niestety, połączenie było fatalne, a futbolówka, niczym pocisk, wpadła do bramki Porto. Moment ten wywołał mieszankę szoku i euforii wśród zawodników Nottingham Forest, którzy nie mogli uwierzyć we własne szczęście.
Koszmarny strzał, który zmienił losy meczu
Z odległości około 40 jardów od własnej bramki, Fernandes uderzył piłkę z siłą, która okazała się zgubna. Diogo Costa, który zdążył nieco wyjść z linii bramkowej, by stworzyć opcję podania na skraju pola karnego, mógł jedynie z przerażeniem obserwować, jak piłka świszczy obok niego i ląduje w siatce. Młody obrońca był wyraźnie zdruzgotany. Stał pochylony, z rękami na kolanach, podczas gdy kibice Forest eksplodowali radością na trybunach. Niestety, koszmar Fernandeza nie zakończył się na tym – zaledwie siedem minut później musiał opuścić boisko z powodu kontuzji, co tylko pogłębiło jego nieszczęście. Nottingham Forest zdołało dzięki tej niecodziennej bramce wywalczyć cenny remis przed rewanżowym spotkaniem na własnym stadionie. Pozostaje pytanie, czy Fernandes zdoła się fizycznie i psychicznie podnieść po tak fatalnym wieczorze.
To jest coś, co zdarza się raz na sto lat, a może nawet rzadziej.


