Niespodziewany bohater czy ostatni rozdział w Monachium? Sacha Boey w centrum uwagi.
Kiedy w sobotę Sacha Boey wbiegł na murawę w 77. minucie meczu z RB Lipsk, wielu kibiców Bayernu Monachium zapewne przecierało oczy ze zdumienia. Nie był to bowiem zwykły debiut, a raczej zjawisko budzące pytania i spekulacje. Boey, który do tej pory był postrzegany jako jeden z największych transferowych niewypałów ostatnich lat w klubie, nagle dostał swoją szansę. Dyrektor sportowy Max Eberl sam przyznał, że jego występ nie był planowany, a wszystko zmieniło się w ostatniej chwili.
Szansa od losu, czy strategiczny ruch trenera?
Sytuacja, w której znalazł się Sacha Boey, była wręcz kuriozalna. Mimo że Bayern pewnie prowadził 6:1, a trener Vincent Kompany miał szerokie pole manewru, decyzja o wpuszczeniu Francuza na boisko była zaskoczeniem. Kluczowym czynnikiem okazała się kontuzja Min-Jae Kima, która zmusiła szkoleniowca do poszukania alternatywy. Eberl podkreślił zaangażowanie Boeya w treningi, mówiąc:
Sacha daje 100 procent na treningach. Rzuca się w wir walki. Dodał również, że sytuacja zawodnika w Monachium jest
niezwykle trudna, ale
był tam, kiedy był potrzebny. Trener Kompany postanowił nagrodzić go za postawę na zajęciach, co Eberl skwitował jako
miłe. Decyzja ta mogła być również podyktowana zbliżającym się, kluczowym starciem Ligi Mistrzów z Arsenalem, gdzie trener chciał oszczędzić podstawowych graczy takich jak Jonathan Tah czy Alphonso Davies, którzy w ogóle nie znaleźli się w kadrze meczowej.
Droga przez mękę do pierwszej minuty
Historia Sachy Boeya w Bayernie to opowieść o rozczarowaniu i niepewności. Klub zapłacił za niego w styczniu 2024 roku aż 30 milionów euro tureckiemu Galatasaray, licząc na wzmocnienie prawej obrony. Tymczasem rzeczywistość okazała się brutalna. Konrad Laimer stał się podstawowym wyborem na tej pozycji, a Josip Stanišić jego zmiennikiem. Nawet Stanišić, który sam nie w pełni odnalazł formę w tym sezonie, był wyraźnie przed Boeyem. Na lewej stronie rywalizację toczyli Alphonso Davies i nowy nabytek, Nathaniel Brown. Sytuacja Boeya była tak trudna, że latem był on nawet tymczasowo wyłączony z treningów zespołowych i musiał utrzymywać formę indywidualnie, ponieważ wciąż istniała realna szansa na jego odejście. Krążyły plotki o zainteresowaniu Hamburger SV czy Fulham, a dyrektor sportowy Christoph Freund tłumaczył jego specjalne traktowanie faktem trwających negocjacji transferowych.
Czy to ostatni gwizdek dla Boeya w Monachium?
Gdy transfer nie doszedł do skutku, Boey wrócił do treningów z drużyną. Dopiero sobotni mecz z RB Lipsk przyniósł mu pierwszy w tym sezonie występ w Bundeslidze. Co ciekawe, Kompany mógł postawić na innych zawodników, którzy również rzadko pojawiali się na boisku, takich jak Hiroki Ito czy wspomniany już Alphonso Davies. Jednak decydujące okazały się być okoliczności meczowe i strategiczne kalkulacje trenera. Mimo tego epizodu, przyszłość Sachy Boeya w Bayernie Monachium wciąż stoi pod wielkim znakiem zapytania. Klub podobno jest zdeterminowany, aby pozbyć się go jeszcze zimą, nawet kosztem znaczącej straty finansowej, aby zdjąć go z listy płac. Jego kontrakt obowiązuje do 2028 roku, co czyni sytuację jeszcze bardziej skomplikowaną.


