Odkąd Ashley Cole odłożył buty piłkarskie, jego droga do roli menedżera wydawała się równie ekscytująca, co wyboista. Po blisko siedmiu latach spędzonych jako ceniony asystent, podjął „skok wiary”, przyjmując posadę w drugoligowym włoskim klubie Cesena. Mimo bogatego portfolio trenerskiego, obejmującego pracę w takich potęgach jak Chelsea, Everton czy reprezentacja Anglii do lat 21, w ojczyźnie wciąż napotykał na mur – narrację o „braku doświadczenia”. Jego debiut w Emilii-Romanii to rzadkość, jak na angielskiego szkoleniowca wpadającego w wir włoskiego futbolu, gdzie jako zawodnik spędził już czas w Romie.
Cole ostro skrytykował błędne koło, w którym tkwią angielskie kluby. Wymagają doświadczenia, jednocześnie odmawiając stwarzania ku temu okazji. Jest dumny z bycia czarnoskórym angielskim trenerem pracującym za granicą i zapowiada wprowadzenie nowego, intensywnego stylu gry w swoim nowym klubie.
Reflektując nad przeszkodami, które napotkał przed przeprowadzką do Serie B, Cole powiedział BBC Sport:
Czułem się zniechęcony brakiem możliwości, ze strony niektórych klubów w Anglii, z którymi rozmawiałem. Lubią rzucać argumentem: nie masz doświadczenia. A ja na to, rozumiem, co mówicie, zgadzam się – ale skąd mam wziąć doświadczenie?
To jest bitwa, którą musisz toczyć jako numer dwa przez sześć lub siedem lat – musisz wykonać skok wiary, ale klub również musi wykonać skok wiary. Nie sądzę, żeby zbyt wielu czarnoskórych angielskich trenerów pracowało we Włoszech, więc tak, to ogromny skok wiary z ich strony i jestem bardzo dumny, że tu jestem. To świetne miejsce i świetny początek. Cieszę się, że wróciłem. Zrobimy coś innego – coś wyjątkowego.
Podczas gdy jego rówieśnicy, tacy jak Frank Lampard, szybko trafiali na stanowiska w najwyższej klasie rozgrywkowej, Cole podkreślał, że celowo wybrał budowanie fundamentów, aby być w pełni przygotowanym na presję bycia menedżerem. Wskazywał na wpływ takich postaci jak Thierry Henry i Carlo Ancelotti, ale skupiał się na wypracowaniu własnej tożsamości, zamiast naśladować byłych menedżerów.
Dyskutując o swoich długoterminowych ambicjach i pragnieniu udowodnienia swojej wartości poprzez ciężką pracę, a nie reputację, Cole stwierdził:
Frank Lampard był tak dobry – był o krok przed tym, gdzie ja byłem po zakończeniu kariery. Porównuje się mnie do Franka i ludzie pytają, dlaczego nie dostałem pracy. Nie byłem gotowy. To proste. Starałem się położyć solidne fundamenty i upewnić się, że jestem gotowy na tę okazję.
Dodał:
Nie będę José Mourinho – nie mam takiej pozycji ani szacunku, bo niczego nie wygrałem. Carlo Ancelotti jest opanowany i spokojny – odnoszący sukcesy jako zawodnik i menedżer – więc nie mogę być nim. Nie mogę być Rafą Benitezem. Muszę brać od nich małe fragmenty, być sobą i zaufać swojemu procesowi, a także skupić się na Cesenie. Chcę pracować i mam nadzieję, że pewnego dnia zdobędę trofeum.
Przed Cole'em stoi znaczące wyzwanie taktyczne w tę sobotę, gdy jego drużyna Ceseny zmierzy się z Palermo w kluczowym meczu Serie B. Obecnie zajmując ósme miejsce w tabeli z 44 punktami zdobytymi w 34 meczach, klub pozostaje na dobrej drodze do kwalifikacji do rundy wstępnej play-offów o awans. Nowy menedżer pracował nad wdrożeniem bardziej elastycznego stylu gry, opartego na posiadaniu piłki, aby zatrzymać niedawną serię słabszych wyników na wyjazdach, jednocześnie podtrzymując walkę o powrót do najwyższej klasy rozgrywkowej.


