Czy niemiecka Bundesliga naprawdę jest tak dobra, jak ją malują? W obliczu globalnej konkurencji, niektórzy liderzy niemieckiego futbolu zaczynają głośno mówić: to zdecydowanie za mało! Podczas gdy potęgi takie jak Premier League czy La Liga zgarniają miliony z międzynarodowych rynków, niemieckie kluby zdają się tkwić w miejscu, narzekając na spadające przychody, zamiast aktywnie działać.
Międzynarodowe boiska, globalne zyski – czego brakuje Bundeslidze?
Kasper, szef Bayernu Monachium, nie owija w bawełnę. Po zakończeniu sezonu, kiedy inne ligi wysyłają swoje drużyny na podbój świata, kluby Bundesligi, z nielicznymi wyjątkami, jak sam Bayern czy Borussia Dortmund, pozostają w domu. Nawet te nieliczne, które decydują się na zagraniczne wojaże, robią to sporadycznie. To strategia, która nie przyniesie sukcesu.
To zdecydowanie za mało!– grzmi Kasper, podkreślając potrzebę strategicznego myślenia wśród niemieckich klubów. Podczas gdy angielskie kluby Premier League bez wahania zdobywają globalne rynki, niemieckie drużyny wciąż wykazują nadmierną powściągliwość w kwestii marketingu międzynarodowego. Brak aktywności oznacza brak rezultatów.
Nie można siedzieć w domu i narzekać na spadające przychody. Jeśli nic nie zrobisz, nic się nie wydarzy, przekonuje szef Bayernu.
Celem jest ciągłe poszerzanie granic i zwiększanie widoczności całej ligi. Choć przychody z praw medialnych w takich krajach jak USA czy Japonia faktycznie mogą spadać, to właśnie w takich momentach liga powinna jeszcze mocniej współpracować z klubami, aby wypracować strategiczne mechanizmy działania. Bayern Monachium, mimo swojej potęgi, nie jest w stanie dotrzeć wszędzie sam. To pokazuje, że odpowiedzialność spoczywa na całym ekosystemie Bundesligi.
Bayern na czele, reszta w tyle?
Bayern Monachium, jak zwykle, jest przykładem dla innych. Już wkrótce drużyna wyruszy do Korei Południowej i Hongkongu na ośmiodniową trasę promocyjną. W planach jest mecz towarzyski z koreańskim partnerem klubu Jeju SK FC, a następnie starcie z triumfatorem Ligi Europy, Aston Villą, w Hongkongu. To konkretne działania, które budują markę i generują przychody. Poza niemieckim gigantem, tylko Borussia Dortmund, udająca się do Japonii, podejmuje podobne kroki marketingowe poza Europą w obecnym okresie przygotowawczym. RB Lipsk, choć podróżował do RPA tuż po zakończeniu sezonu, to wciąż kropla w morzu potrzeb.
W Monachium planuje się dalsze intensyfikowanie działań na rynkach międzynarodowych w nadchodzących latach.
Nasze rynki docelowe są jasno określone. W Ameryce, dotychczas skupialiśmy się na Ameryce Północnej i Środkowej, ale Ameryka Południowa staje się coraz bardziej ekscytująca. Azja jest równie oczywista, powinniśmy również zwracać uwagę na Indie, Indonezję i Tajlandię. Musimy tam selektywnie próbować nowych rzeczy, mówi Kasper. To ambitne podejście, które pokazuje, jak daleko w tyle pozostają inne kluby Bundesligi. Niemiecka liga w rzeczywistości otrzymuje zaledwie ułamek tego, co angielskie Premier League czy hiszpańska La Liga inkasują rocznie z umów międzynarodowych. Ostatnio najwyższa klasa rozgrywkowa Niemiec wygenerowała około 302 milionów euro, wliczając sponsoring, ze sprzedaży praw telewizyjnych za granicą. Premier League osiągnęła dziesięciokrotność tej kwoty, a Hiszpania wciąż trzykrotnie więcej. To ogromna przepaść, która wymaga natychmiastowej reakcji.
Bundesliga zarabia zaledwie ułamek tego, co Premier League czy La Liga z praw telewizyjnych za granicą.


