Juventus znów w grze o Ligę Mistrzów! Po serii niepowodzeń, Stara Dama wreszcie złapała oddech, wskakując na pozycję premiowaną grą w europejskiej elicie. To zwycięstwo to nie tylko trzy punkty, ale przede wszystkim sygnał, że drużyna odnalazła zagubioną formę i pewność siebie.
Yildiz: Gwiazda, która rozświetla Turyn
Nie da się ukryć, że obecna forma Kenana Yildiza to prawdziwy magnes na oczy kibiców. Młody Turek po raz kolejny udowodnił, że drzemie w nim niebywały potencjał, grając na pozycji ofensywnego pomocnika, a nie typowej „fałszywej dziewiątki”. Jego diagonalne akcje z lewej strony boiska były zabójcze dla defensywy rywali. Kreatywność, konsekwencja, asysty, dryblingi, niekończące się biegi – Yildiz dostarczył wszystkiego, co najlepsze, w jednym, imponującym pakiecie. To była z pewnością jedna z jego najlepszych, jeśli nie najlepsza, jak dotąd występów w barwach Juventusu. Jego gra napędza całą drużynę, która niczym rozpędzony pociąg wspina się w tabeli.
Perin pewniakiem, Di Gregorio na ławce
W kontekście bramkarzy, sytuacja wydaje się klarowna. Mattia Perin na stałe zajął miejsce w wyjściowym składzie, a jego pewność siebie jest wręcz namacalna. To oznacza, że Michele Di Gregorio, mimo potencjału, na razie będzie musiał poczekać na swoją szansę na ławce rezerwowych. W obronie, Kalulu miał trudne zadania z kryciem Atta, a Bremer, grający w trybie „oszczędzania energii”, często polegał na Kellym, który jednak dzielnie radził sobie z napastnikami, szukającymi wolnych przestrzeni. W środku pola, McKennie prezentował swoją zwyczajową solidność, nadrabiając braki w precyzji Thurama w pierwszej połowie i wahania Koopmeinersa w drugiej. Cambiaso na lewej stronie pokazał odnowioną energię, a Locatelli, jak zawsze, był ostoją spokoju i liderem na całym boisku.
Trzy kluczowe jakości, które można porównać do medali olimpijskich – złoto, srebro i brąz – napawają optymizmem. To przede wszystkim fenomenalna gra Yildiza, konsekwencja w działaniach całego zespołu i wreszcie, zasłużony „clean sheet”. Te elementy, niczym uzupełniające się trybiki, budują pewność siebie i wiarę w sukcesy w przyszłości. Drużyna, która wreszcie odnalazła swój rytm, zaczyna wykorzystywać korzystny kalendarz rozgrywek, by powrócić na czwarte miejsce w tabeli, co jest kluczowe dla planów na przyszły sezon. Nawet jeśli zwycięstwo 1:0 nad Udinese może przywoływać na myśl staromodny pragmatyzm, to właśnie takie mecze budują fundamenty pod wielkie triumfy.
Juventus, napędzany przez młodego, tureckiego geniusza, idzie do przodu. Statystyki mówią same za siebie – po serii 20 straconych bramek w siedmiu poprzednich meczach, drużyna zanotowała kolejny mecz bez straty gola, wyrównując osiągnięcie z ostatniego weekendu przeciwko Pizie. To dobry znak.


