La Liga nie powiedziała ostatniego słowa w sprawie swoich amerykańskich ambicji. Prezes Javier Tebas, mimo wcześniejszych niepowodzeń, ponownie chce przekonać świat do wizji rozgrywania oficjalnych meczów ligowych na terenie Stanów Zjednoczonych. To odważny krok, który budzi kontrowersje, ale też otwiera drzwi do globalnej ekspansji, której rynek piłkarski zdaje się potrzebować.
Amerykański sen La Liga: Czy to już czas na powrót?
Przypomnijmy, że jeszcze nie tak dawno, bo pod koniec ubiegłego roku, plany rozegrania meczu pomiędzy Barceloną a Villarreal w Miami, na Hard Rock Stadium, spaliły na panewce. Wydawało się, że to definitywny koniec tej inicjatywy, która miała być historycznym momentem dla europejskiej piłki nożnej. Niestety, narastająca presja ze strony fanów, zawodników i obawy o integralność sportową zmusiły władze ligi do wycofania się z projektu w październiku. Zarzuty o to, że rozgrywanie meczu u siebie, tysiące kilometrów od własnego kraju, podważa uczciwość rozgrywek, były mocno akcentowane. Javier Tebas, prezes La Liga, nie wydaje się jednak przejmować tymi argumentami. Jego zdaniem, wpływ jednego takiego spotkania na całokształt sezonu jest marginalny.
Tebas konsekwentnie podkreśla, że skala tej międzynarodowej inicjatywy jest mikroskopijna w porównaniu do całego kalendarza krajowych rozgrywek. Uważa, że korzyści płynące z globalnego zasięgu i promocji ligi zdecydowanie przewyższają logistyczne i sportowe obawy tradycjonalistów. Prezes La Liga pragnie, aby jego liga stała się pionierem w tej dziedzinie, niezależnie od sprzeciwu, z jakim się spotyka ze strony kibiców i związków zawodowych.
Będziemy próbować ponownie. Nie wiem, kiedy. Musimy wybrać odpowiedni moment, powiedział Tebas dziennikarzom podczas Financial Times Business of Football Summit.
Nie sądzę, żeby to spowodowało szkody. Mówimy o jednym meczu z 380 w sezonie.
Wzorując się na gigantach: NFL i NBA jako inspiracja
Szef La Liga wyraźnie inspiruje się modelami, które z sukcesem wdrożyły amerykańskie potęgi sportowe, takie jak NFL i NBA. Te ligi z powodzeniem eksportują swoje mecze sezonu zasadniczego do Europy, Meksyku czy Ameryki Południowej, skutecznie budując swoje marki i zabezpieczając lukratywne umowy transmisyjne. Tebas jest przekonany, że europejska piłka nożna musi przyjąć podobną strategię, aby utrzymać konkurencyjność na globalnym rynku rozrywki.
Prezes La Liga zwraca uwagę na pewną ironię sytuacji – europejscy kibice z entuzjazmem podchodzą do amerykańskich sportów, podczas gdy tamtejsi działacze piłkarscy pozostają niechętni do eksportowania własnego produktu. Argumentuje, że wymiana kulturowa jest obecnie jednostronna, a hiszpańska piłka nożna traci ogromną szansę na umocnienie swojej bazy fanowskiej w Stanach Zjednoczonych. Poprzez przeniesienie jednego meczu do USA, Tebas liczy na zabezpieczenie przyszłości ligi, angażując młodsze pokolenia widzów i zapewniając, że hiszpańskie kluby pozostaną dominującą siłą w globalnej świadomości przez dekady.
Świętujemy Halloween, czego nigdy nie robiliśmy 20 lat temu. Mamy mecze NFL. Mamy mecze NBA, wyjaśniał Tebas.
Zobaczmy, czy za 50 lat będziemy mieli puste stadiony, a te dla NBA i NFL pełne. Bo oni przywożą nie jeden mecz, oni przywożą wiele meczów. Nie przyjeżdżają do Europy na wakacje, przyjeżdżają, żeby pozyskać fanów do umów telewizyjnych, żeby pozyskać dzieci do swoich rozgrywek. Innymi słowy, otworzyliśmy drzwi do Europy. Natomiast Stany Zjednoczone, które otwierają nam drzwi, my tutaj w Europie je zamykamy.
Droga do Ameryki była dla La Liga usłana przeszkodami prawnymi i politycznymi. Chociaż w zeszłym roku udało się uzyskać tymczasową zgodę od UEFA i hiszpańskiej federacji piłkarskiej, misja została ostatecznie udaremniona przez protesty zawodników i promotora, Relevent, powołującego się na brak czasu na „właściwe przeprowadzenie wydarzenia tej skali”. Wcześniej, w 2019 roku, próba rozegrania meczu poza granicami kraju została zablokowana przez FIFA ze względu na ich politykę, zgodnie z którą mecze ligowe muszą odbywać się na terytorium stowarzyszenia członkowskiego. Mimo tych przeszkód, Tebas pozostaje nieugięty i gotów do podjęcia kolejnej bitwy.


