Na boisku w Toronto działy się rzeczy, które na długo zapadną w pamięć fanom kanadyjskiego futbolu. Po niezwykle męczącym widowisku, które momentami przypominało walkę o przetrwanie, nasi rodacy z Ameryki Północnej otarli się o historyczny sukces, zdobywając upragniony, pierwszy punkt w historii swoich występów w Pucharze Świata. Kluczową postacią okazał się Cyle Larin, który wszedł z ławki i całkowicie odmienił oblicze gry, udowadniając, że czasem warto zaryzykować.
Bohater z ławki: Larin pokazuje, jak się gra
Moment, w którym padła pierwsza bramka, był dla Kanady wyjątkowo bolesny. Jeszcze na chwilę przedtem, Jonathan David, ich najlepszy strzelec wszechczasów, miał przed sobą otwartą drogę do zdobycia prowadzenia. Niestety, zamiast pewnego trafienia, otrzymaliśmy coś, co można nazwać… żenującym strzałem prosto w ręce Nikoli Vasilja, bramkarza Bośni i Hercegowiny. Trener Jesse Marsch, Amerykanin z krwi i kości, mógł tylko złapać się za głowę, widząc tak marnotrawną okazję. Jednakże, jak to często bywa, z popiołów rodzi się bohater. Marsch, jakby natchniony, zdecydował się na odważny ruch, wprowadzając na plac gry Cyrusa Larina na niecałe 15 minut przed końcem regulaminowego czasu gry. I to był strzał w dziesiątkę! Larin, który ostatni sezon spędził na wypożyczeniu w Southampton, potrzebował zaledwie chwili, aby wpisać się na listę strzelców. Po przyjęciu podania od innego zmiennika, Promise'a Davida, z zimną krwią umieścił piłkę w siatce, choć trzeba przyznać, że z lekkim szczęściem, po drobnym rykoszecie. Mógł nawet przesądzić o zwycięstwie swojej drużyny, ale w ostatnich sekundach meczu, weteran z numerem 9 na plecach, został zatrzymany przez znakomitą interwencję bośniackiej obrony.
Kto zasłużył na pochwały, a kto na naganę?
Ocena poszczególnych zawodników Kanady w tym spotkaniu to prawdziwy test dla każdego analityka. Zacznijmy od bramkarza. Jeśli mielibyśmy być hiperkrytyczni, można by zarzucić mu pewne braki w grze w swoim polu karnym przy pierwszej bramce. Jednakże, w drugiej połowie zanotował kluczową interwencję, ratując swój zespół przed utratą gola, kiedy Ermedin Demirović znalazł się sam na sam z bramkarzem. To był moment, który mógł zaważyć na losach meczu.
W obronie, mimo wczesnej żółtej kartki, zawodnik pokazał się z dobrej strony, grając z dużą ostrożnością. W środku pola młody, 20-letni gracz, choć momentami nieco chaotyczny w rozgrywaniu piłki, rozegrał dobre zawody. Dokonał kilku ważnych interwencji i poświęcił się dla drużyny, faulując taktycznie, by przerwać groźną akcję rywali. Jego partner z bloku defensywnego, zawodnik Marsylii, również nie był bezbłędny w posiadaniu piłki, ale skutecznie ograniczył Bośniaków do nielicznych kontrataków.
Na lewej obronie oglądaliśmy dynamiczne widowisko. Choć zdarzało mu się wychodzić z pozycji, zawsze stanowił zagrożenie w ataku. Miał też ogromnego pecha, gdy jego strzał, po rykoszecie od Kolasinca, otarł się o poprzeczkę. Buchanan, ze względu na swoją szybkość, sprawiał rywalom problemy, dlatego jego przedwczesne zejście z boiska było sporym zaskoczeniem.
W środku pola wykonano „serio robotę”. To właśnie jego dynamiczna akcja zapoczątkowała bramkę wyrównującą dla Kanady. Kapitan, mimo wszystko, starał się podnieść morale drużyny, kilkukrotnie zagrażając bramce rywali. Był również odpowiedzialny za genialne podanie otwierające drogę do bramki dla Laryei. Nie można zapomnieć o zawodniku, który nie potrafił wywrzeć realnego wpływu na grę, dlatego jego zmiana tuż po przerwie nie była niespodzianką.
Gwiazda zespołu, Jonathan David, zszedł z boiska po nieco ponad godzinie gry, i trudno mieć mu to za złe, biorąc pod uwagę jego fatalny błąd z pierwszej połowy, który mógł zakończyć się przełamaniem impasu. Napastnik Villarreal stanowił większe zagrożenie w ofensywie niż jego partner z ataku i miał pecha, gdy jego strzał głową, zmierzający do bramki, został wybity z linii przez Nikola Katica. Na boisko wszedł zmiennik na ostatnie pół godziny, posyłając jedno świetne dośrodkowanie, po którym Oluwaseyi prawie zdobył bramkę. Zastąpiłhence Buchanan w 61. minucie i od razu wyglądał na groźnego.
Wreszcie, przejął pałeczkę po swoim imienniku, Jonathanie, i pokazał charakter, walcząc przed bramką rywali, a następnie asystując przy bramce wyrównującej dla Larina. Larin, który wszedł z ławki, wyglądał jak człowiek z misją. Wywalczył zasłużony remis dla swojego kraju, a jego pierwszy kontakt z piłką był po prostu fantastyczny.
Choć pierwsza połowa w wykonaniu Kanady nie była olśniewająca, trzeba przyznać, że amerykański szkoleniowiec wykazał się odwagą, dokonując w drugiej połowie zmian, które całkowicie odmieniły przebieg meczu. Teraz przed nim jeszcze trudniejsza decyzja przed kolejnym spotkaniem, ponieważ Larin z pewnością zasłużył na miejsce w wyjściowym składzie kosztem Jonathana Davida.
Kanada zdobyła pierwszy punkt w historii swoich występów w Pucharze Świata.