Ostatnie tygodnie to dla Tottenhamu prawdziwy rollercoaster emocji, ale niestety, w przeważającej mierze tych negatywnych. Po żenującym odpadnięciu z FA Cup, przyszła kolejna, bolesna lekcja od West Hamu, zakończona w doliczonym czasie gry bramką Calluma Wilsona. Wyraźne gwizdy na pełnym stadionie i okrzyki sugerujące rychłe zwolnienie trenera, to gorzki, ale chyba zasłużony sygnał dla sztabu szkoleniowego.
Czy Frankowi grozi zimny prysznic zwolnienia?
Według doniesień prasowych, klub poważnie rozważa rozstanie z obecnym szkoleniowcem. Seria zaledwie jednego zwycięstwa w ośmiu ostatnich spotkaniach we wszystkich rozgrywkach to dowód na wyraźny zjazd formy, potęgowany dodatkowo przez lawinę kontuzji kluczowych graczy. Okno transferowe chyli się ku końcowi, a budowanie głębi składu staje się coraz trudniejsze. Mimo to, po porażce z West Hamem, Frank z uporem maniaka twierdził, że cieszy się pełnym wsparciem kierownictwa klubu. To jednak nie przekonuje rozwścieczonych kibiców, którzy oczekują natychmiastowych rezultatów.
Frank przyznał, że gwizdy fanów nie należą do przyjemnych doświadczeń, ale stara się je zrozumieć.
To nie jest przyjemne uczucie, ale rozumiem frustrację,powiedział po meczu.
Przegrywamy z dużym rywalem z Londynu. Nie ma nic gorszego. Nie potrafiliśmy wygrać u siebie, a bardzo ciężko nad tym pracujemy. Mam nadzieję, że oni [fani] widzą wysiłek chłopców. Pracują bardzo ciężko. Zrobiliśmy wszystko w drugiej połowie.Trener zdaje sobie sprawę z odpowiedzialności.
Oczywiście miałem lepsze czasy, to prawdopodobnie nie jest najlepszy moment. Ale rozumiem, jestem człowiekiem odpowiedzialnym. Więc wina spadnie na mnie. To uczciwe, nie ma problemu w tym sensie. Dopóki wspierają zawodników, robią wszystko, co w ich mocy, aby ich wspierać i pchać do przodu, to jest to, co robimy, i będziemy iść naprzód.Jednocześnie wyraził przekonanie, że zwycięstwa odmienią nastroje.
Jeśli nie wygrywasz wystarczająco, wiemy, że nie uzyskasz wystarczającego wsparcia od fanów. Ale kiedy będziemy wygrywać, to się zmieni, kiedy znów zaczniemy wygrywać. W co nie wątpię.Frank próbował też bronić postawy zespołu, wskazując na zaangażowanie zawodników.
Myślę też, że można trochę spojrzeć na występy. Powiedzmy mecz z Bournemouth [porażka 3-2 w lidze] i Villa [przegrana 2-1 w FA Cup] i ten mecz tutaj, jeśli zawodnicy przestaną biegać, lub przestaną cokolwiek robić, lub nie będą ciężko pracować, i nie będziemy zespołem, który jest najbliżej wygranej, wtedy można powiedzieć OK. Ale myślę, że zespół pracuje bardzo ciężko.Dodał również, że czuje wsparcie ze strony wszystkich w klubie, którzy pragną długoterminowego sukcesu.
Czuję wsparcie od wszystkich, wszyscy chcą tego samego - długoterminowego sukcesu. Robimy wiele rzeczy dobrze za kulisami, ale nie osiągamy wyników, co jest kluczowe.
Czy nastroje w klubie ulegną zmianie?
Były obrońca Liverpoolu, Stephen Warnock, wyraził swoje zdanie w BBC Radio 5 Live, sugerując, że cierpliwość kibiców się skończyła.
Fani mieli dość. Dzisiaj wspierali swoją drużynę, ale chcą zmiany. Nie sądzę, żeby to była tylko kwestia hierarchii klubu, ale także pozycji menedżerskiej Thomasa Franka. Dzisiaj była ogromna, ogromna presja na obu tych menedżerach. Wygląda na to, że Nuno wyszedł zwycięsko.Perspektywy dla Franka i Tottenhamu rysują się ponuro, zwłaszcza w obliczu nadchodzących, kluczowych meczów. Brak widocznych świateł w tunelu dla projektu, który rozpoczął się z tak obiecującym zapałem zaledwie sześć miesięcy temu, budzi poważne obawy. Zwycięstwo w środku tygodnia nad Borussią Dortmund byłoby mile widziane, ale to wyjazdowy mecz z Burnley będzie najbardziej martwić fanów Tottenhamu. "The Clarets" zdobyli zasłużony punkt na Anfield w swoim ostatnim ligowym meczu, a porażka na Turf Moor z innym zespołem walczącym o utrzymanie byłaby niezwykle upokarzającym ciosem dla Franka.

