USWNT pewnie pokonuje Argentynę, ale kontuzja talentu rzuca cień na zwycięstwo.
Pojedynek z Argentyną w ramach turnieju SheBelieves Cup okazał się dla reprezentacji Stanów Zjednoczonych kobiet (USWNT) sprawdzianem cierpliwości i determinacji. Ostatecznie, dwie precyzyjne akcje dały im zasłużone zwycięstwo 2:0, choć droga do niego nie była pozbawiona wyzwań.
Heaps – Kapitan z krwi i kości, serce drużyny
Lindsey Heaps, nosząca opaskę kapitańską, pokazała klasę godną zawodniczki z 170 występami w kadrze. Otoczona przez jedenastkę debiutantek, które łącznie miały na koncie zaledwie 99 występów, Heaps stała się punktem odniesienia. Jej gra była kluczowa – przyjmowała podwójne krycie, opóźniała akcje rywalek i znajdowała przestrzenie, które dla innych były niedostępne. To właśnie ona otworzyła wynik spotkania, wykorzystując precyzyjne podanie od Emmy Sears i z zimną krwią pokonując bramkarkę Argentyny, Solanę Pereyrę. Argentynki nie poddały się łatwo, naciskając na defensywę USA i zmuszając Tarę Rudd oraz Kennedy Wesley do gry przez środek pola, zamiast po szerokości. Claudia Dickey, pewna w bramce, poradziła sobie z kilkoma nerwowymi momentami, a mecz do końca utrzymywał wysokie tempo.
Shaw – Gwarancja spokoju, Rodman – Zagadka na przyszłość
Jaedyn Shaw, która przedtem dwukrotnie pokonała Argentynę, tym razem również nie zawiodła. Jej fantastyczne uderzenie w drugiej połowie dało Amerykankom upragniony spokój. Nawet gdy na boisku pojawiały się zmiany, a tempo gry ulegało zmianom, napięcie nie opuszczało spotkania, które było pełne walki i emocji aż do ostatniego gwizdka. Jedynym niepokojącym sygnałem, poza momentami nierównej gry, jest uraz Trinity Rodman. Napastniczka w dogrywce wydawała się odczuwać ból pleców, co budzi obawy ze względu na jej wcześniejsze problemy zdrowotne w tym rejonie. USWNT zmierzy się teraz z Kanadą 4 marca w Columbus, Ohio, w swoim drugim meczu turnieju SheBelieves Cup.
Claudia Dickey, mimo oficjalnie jednej interwencji, wykazała się refleksem przez całe spotkanie, neutralizując zagrożenia zanim zdążyły się rozwinąć. Bezbłędnie radziła sobie z momentami rozproszenia w obronie swojej drużyny. Dla bramkarki to idealny dzień – czyste konto i zwycięstwo. Tara Rudd prezentowała się bardzo pewnie w obronie, działając w idealnej synchronizacji z Kennedy Wesley. Wykorzystując swoje ciało i przewidując ruchy przeciwniczek, zapobiegła wszelkim błędom w defensywie. Kennedy Wesley nie tylko utrzymała swój poziom, ale wręcz go podniosła. Znalazła wspólny język z Rudd i skutecznie powstrzymała szybką i przebiegłą linię ataku Argentyny. Emily Thompson była prawdziwą ozdobą gry, gdy włączała się do akcji ofensywnych. Jako boczna obrończyni była skuteczna w posiadaniu piłki, ale jeszcze groźniejsza, gdy ruszała z nią wzdłuż linii bocznej. Więcej takich akcji z pewnością zaprocentuje.
Savannah Dahlien, mimo że czasami była fizycznie przewyższana, co nie było zaskoczeniem ze względu na jej młody wiek, potrafiła utrzymać się w grze. Wykonywała kluczowe ruchy i pomogła utrzymać Argentynę z dala od bramki podczas jej obecności na boisku. Lindsey Heaps była w życiowej formie po obu stronach boiska, odnajdując luki pomimo minimalnej przestrzeni pozostawionej przez pomoc Argentyny. Jej gol był ukoronowaniem świetnej gry i ustawił ton dla reszty meczu. Sam Coffey, jak zwykle, doskonale wpasowała się w środek pola. Podobnie jak Yohannes i Heaps, posiada naturalny instynkt do doskonałej gry po obu stronach boiska. Olivia Moultrie miała lepsze występy dla USWNT i miała problemy ze znalezieniem piłki. Kiedy już ją posiadała, potrafiła nią zarządzać, ale mogła lepiej wykorzystać swoje pozycjonowanie i ruch bez piłki. Gra Heaps i Yohannes obok siebie wydaje się oczywista. Korina Yohannes imponowała nie tylko w ofensywie, ale była również skupiona w obronie. Wykonała kilka kluczowych odbiorów i zawsze wracała do obrony, wspierając drużynę w krytycznych momentach. Chloe Joseph nigdy w pełni nie odnalazła swojego rytmu, miała problemy z utrzymaniem piłki i wykonaniem prostego podania, które wcześniej przychodziło jej z łatwością. Miała jednak kilka momentów z Jaedyn Shaw, gdzie obie zawodniczki wydawały się rozumieć bez słów. Jaedyn Shaw była nie tylko skuteczna w ataku, ale również bardzo solidna pozycjonalnie w obronie. Jej gol był dziełem sztuki i pomógł USA przypieczętować zwycięstwo. Kiedy USWNT potrafiło znaleźć Emmę Sears, była ona znakomita. Ciężko pracuje po obu stronach boiska, a pierwszy gol nie byłby możliwy bez jej wkładu i pracy w bocznej strefie boiska.
Trinity Rodman pojawiła się na boisku i natychmiast podniosła poziom energii. Sama jej obecność sprawiła, że stadion GEODIS jakby się obudził, jednakże rzadko dostawała piłkę i niewiele zdziałała ofensywnie, gdy już ją miała. Kibice USWNT będą teraz z niecierpliwością czekać na informacje o stanie zdrowia jednej z najważniejszych gwiazd drużyny. Naomi Girma, jako boczna obrończyni, wydaje się być jedyną pewną kandydatką na tę pozycję na Mistrzostwa Świata Kobiet FIFA 2027. Wpasowała się łatwo, grając u boku Wesley, i miała nawet kilka okazji do gry ofensywnej. Ally Sentnor wyglądała, jakby miała strzelić gola w chwilę po wejściu na boisko. Jej szybkie nogi, instynkt strzelecki i mentalność sprawiają, że zawsze jest blisko bramki. Młodsza siostra Gisele Thompson weszła na boisko, co było wzruszającym momentem, gdy mogła zagrać ze swoją młodszą siostrą. Widok tych dwóch razem zawsze cieszy fanów. Miała kilka kluczowych akcji, ale mecz się przedłużał i nie zdążyła w pełni złapać swojego rytmu. Trenerka Jill Ellis zasługuje na uznanie za ponowne wystawienie składu z niewielkim doświadczeniem, zrównoważonego z zawodniczkami takimi jak Heaps. Takie podejście zadziałało znakomicie. Zachowała profesjonalizm w bardzo zaciętym meczu.


