Marzec to dziwny miesiąc w europejskim kalendarzu, moment, w którym naprawdę zaczyna narastać dynamika. Większość styczniowych transferów już się zaaklimatyzowała, a pierwsza runda fazy pucharowej Ligi Mistrzów dobiegła końca. Tytuły mistrzowskie i europejskie miejsca zaczynają przybierać pełny kształt. A potem przychodzi przerwa reprezentacyjna.
Może ona zabić impet niektórych drużyn klubowych, ale dla tych, którzy liczą na zabezpieczenie miejsc w kadrze na Mistrzostwa Świata, to kluczowy dwutygodniowy okres. Trener reprezentacji USA, Mauricio Pochettino, już ogłosił marcową kadrę. Jeśli jego wybór Gio Reyny jest jakąkolwiek wskazówką, niekoniecznie kieruje się on formą klubową. Jednak pozostali gracze wciąż muszą dawać z siebie wszystko dla swoich klubów. I wciąż czekają ich fascynujące mecze.
Weston McKennie z Juventusu i Malik Tillman z Leverkusen naprawdę potrzebują dobrych wyników przed przerwą. Atletico Madryt ma fantastyczną okazję, by wywrócić wyścig o tytuł w La Liga do góry nogami. Czekać nas też będzie zacięta bitwa Amerykanów w Ligue 1.
Johnny Cardoso: Klucz do niespodzianki w derbach Madrytu?
Miło jest żyć w świecie, w którym Johnny Cardoso czuje się bardziej zaangażowany w grę Atletico Madryt. Przez pewien czas był graczem drugoplanowym, kimś o odpowiednim profilu fizycznym, ale być może zbyt technicznym dla drużyny Diego Simeone. Nie oznacza to, że "El Cholo" zamienił Amerykanina w brutalnego pomocnika, ale z pewnością pozwolił Cardoso grać z większą werwą.
Niezależnie od tego, jak piękna jest współpraca Julaina Alvareza z Antoine'em Griezmannem, to wciąż jest to zespół grający z dwoma pracowitymi i skutecznie odbierającymi piłkę środkowymi pomocnikami. Ostatnio Cardoso jest jednym z nich.
Pomocnik otrzymuje znaczące minuty – jeśli nie zawsze w podstawowym składzie – we wszystkich rozgrywkach dla Atleti w ostatnich tygodniach, stanowiąc filar środka pola. A w ten weekend czeka go najważniejszy mecz ze wszystkich. Właściwie, głównym zadaniem Atleti w La Liga jest utrzymanie się w strefie Ligi Mistrzów. Są 13 punktów za prowadzącą Barceloną, zajmując trzecie miejsce, i po prostu muszą zrobić wystarczająco, aby zapewnić sobie powrót do europejskich pucharów w przyszłym roku. Finał Copa Del Rey w przyszłym miesiącu jest znacznie ważniejszym wydarzeniem.
Jednak lekceważenie derbów Madrytu byłoby głupotą. Tutaj Atleti ma realną szansę zepsuć zabawę. Real Madryt traci tempo w La Liga, nawet jeśli nowa dynamika pod wodzą Alvaro Arbeloi jest odczuwalna. Ale Atleti może całkowicie zabić ich rozpęd. I nawet jeśli nie są największymi fanami Barcy, możliwość zaszkodzenia szansom ich najbardziej zaciekłego rywala na tytuł jest prawdziwą rozkoszą.
Malik Tillman: Czy odzyska blask w Leverkusen?
Tillman prawdopodobnie miał trochę pecha. Został sprowadzony przez Erika ten Haga, który miał być przyszłym menedżerem ofensywnym Bayeru Leverkusen. Miał wizję, w której Tillman byłby jego maestro w środku pola, tworzącym akcje między formacjami. Miał strzelać, asystować i pokazywać, jak kreatywny potrafi być.
Tyle teorii. Ten Hag wytrzymał mniej niż miesiąc. I od tego czasu Leverkusen grało w sposób, który można nazwać "do przełknięcia". Zamiast tego, jest to jednostka defensywna, która specjalizuje się w wygrywaniu wyników, zamiast narzucać swój styl gry przeciwnikom. Oczywiście, jest w tym pewna zasługa (spójrzmy na przykład na Arsenal w Premier League). Tillman czuł się jak przy okazji. Nie zawsze jest zaangażowany w grę, a jego brak umiejętności defensywnych spowodował, że w ostatnich tygodniach wypadł ze składu.
Ten mecz wydaje się być prawdziwą okazją. Heidenheim znajduje się na dnie Bundesligi i wydaje się być do pokonania. Przegrali cztery z ostatnich pięciu meczów i pokazują bardzo mało oznak poprawy. Ale będą również dobrze zorganizowani i gotowi do walki o wynik. Leverkusen będzie potrzebowało iskry – odrobiny kreatywnego błysku, aby ich przezwyciężyć. A mając pięć punktów do odrobienia, aby wrócić do Ligi Mistrzów, ten mecz wydaje się być prawdziwym obowiązkiem zwycięstwa.
McKennie zasłużył na pochwały od Pochettino na niedawnej konferencji prasowej.
Prawdą jest, że Juventus to Weston McKennie plus 10 zawodników, powiedział Pochettino.
Cieszymy się z tego, bo to oznacza, że jest ważnym zawodnikiem dla Juventusu. Kolejną rzeczą, którą celebruję, jest to, że może grać na każdej pozycji... Gra i gra na różnych pozycjach. To dobre dla niego i dobre dla nas.
Istnieje pewna mitologia wokół tego całego pomysłu bycia po prostu wybieranym do drużyny tydzień po tygodniu. Jasne, jest coś do powiedzenia na temat preferencji trenera. Ale może być też elementem "robienia liczb". Wydawało się, że czasami McKennie był w składzie, ponieważ Juve nie mogło znaleźć nikogo innego. To być może dlatego Bianconeri tak chętnie pozwolili mu wygasnąć kontrakt.
Ale oczywiście, jakość zazwyczaj wychodzi na jaw, gdy dostaje się szansę, i właśnie to przydarzyło się Amerykaninowi w tym sezonie. Luciano Spalletti zdał sobie sprawę, że ma całkiem przyzwoitego piłkarza. Jego rozwiązaniem było umieszczanie McKennie na jak najlepszych pozycjach tak często, jak to tylko możliwe. Przeważnie jako numer 10, gdzie Amerykanin rozkwitł. Cztery gole i cztery asysty to nie są wyniki zmieniające życie, ale był on w centrum wszystkiego, co Juve robiło w ostatnich miesiącach.
Pojawia się jednak pytanie, w jakim stopniu to faktycznie działa. Pomimo wszystkich pozytywnych nastrojów, Juve jest punkt za czołową czwórką i za plecami pędzącej drużyny Como. Muszą zacząć wygrywać mecze, aby zapewnić sobie kwalifikację do Ligi Mistrzów. Ładne akcje muszą zacząć przynosić rezultaty, zaczynając od Sassuolo w sobotę.
Ligue 1 jest nieco bardziej wyrównana, niż większość myślała. PSG, oczywiście, zaczyna łapać rytm. Ale wszędzie indziej? Cóż, jest dość ciasno. Lyon i Monaco to dwie drużyny unoszące się w środku stawki. Obie są wystarczająco dobre, aby zakwalifikować się do Ligi Mistrzów, ale żadna jeszcze tego w pełni nie udowodniła. Niespójność Monaco może ich kosztować, podczas gdy szwankujący atak Lyonu może stanowić problem w decydującej fazie sezonu.
Wartość rozrywkowa polega więc na tym, że dwoma wielkimi aktorami tego dramatu są Amerykanie. Z jednej strony mamy Folarina Baloguna, który po dwóch latach wreszcie odnajduje formę w barwach Monaco – i pokazuje przebłyski obiecującego strzelca, którym wszyscy go znamy. Z drugiej strony jest Tanner Tessmann. To ciekawy zawodnik. Pochettino chwalił jego czytanie gry, ale jego brak atletyzmu czasami nieco go ograniczał. Ale ostatnio imponuje na środku obrony, co może dodać kolejną warstwę do jego szans w reprezentacji USA. Oba zespoły spotykają się w niedzielę, co z pewnością będzie interesującym wskaźnikiem, jak kształtuje się wyścig o Ligę Mistrzów w Ligue 1.


