Niezapomniany wieczór, który wstrząsnął fundamentami amerykańskiego sportu. Hymny śpiewane tak głośno, że niosły się kilometrami. Sztuczki techniczne wykonane z taką brawurą, że jedyną reakcją był śmiech. Bramki, mnóstwo bramek, każda głośniejsza od poprzedniej, każda celebracja szersza i bardziej ekspresyjna. To był wieczór, który zmienił wszystko.
Nowa Generacja Piłkarzy, Nowy Poziom Gry
Christian Pulisic z dryblingiem, Folarin Balogun z precyzyjnym podaniem, Gio Reyna z trivelą. Chris Richards emanujący spokojem, Sergino Dest z odwagą, Malik Tillman z błyskotliwością. Nawet Mauricio Pochettino, wydawał się być porwany przez falę emocji, biegając po boisku jak zawodnik, nie trener, zdeterminowany by świętować razem ze wszystkimi. Chaos na trybunach, rzucone piwa w salonach, rodzice tulący dzieci, próbujący wyjaśnić, jak długo czekali na ten moment. To są te chwile, o których Pochettino powiedział:
To jest futbol!To właśnie sprawia, że wszystko jest tak wyjątkowe. A w ten piątkowy wieczór, w najważniejszym momencie amerykańskiej piłki nożnej, reszta kraju poczuła to w obfitości.
To będzie trwałe dziedzictwo zwycięstwa USA 4:1 nad Paragwajem. To było coś znacznie więcej niż tylko mecz, to był moment. Moment oglądany przez rekordową widownię, prawie 16 milionów widzów, który pozwolił wielu ludziom po raz pierwszy poczuć coś do amerykańskiej gry. Być może za kilka lat spojrzymy wstecz i uznamy ten wieczór w Los Angeles za początek nowej ery, noc, w której wszystko się zmieniło, a ludzie zaczęli patrzeć w przyszłość, zamiast w przeszłość.
Przez pokolenia kibice USMNT żyli nadzieją. Pewnego dnia, kiedyś, Stany Zjednoczone będą mogły wejść na Mistrzostwa Świata i po prostu grać. Nie tylko wygrywać, nie tylko ledwo się prześlizgnąć – po prostu grać. Olśniewać, bawić, dominować. Kibice mieli nadzieję, że tradycyjna zawziętość połączy się z czystym talentem. Jakże to byłoby wspaniałe? Tamte pokolenia położyły podwaliny. Pojawiali się, wspierali i pracowali, by rozwijać grę. Cały czas mieli nadzieję i wierzyli, że to możliwe. Po tym piątkowym meczu, nowe pokolenie nie będzie musiało już mieć nadziei i wierzyć; będą wiedzieć, że to możliwe, bo widzieli to na własne oczy.
Przed tegorocznymi Mistrzostwami Świata, USA rozegrało 37 meczów na największym turnieju świata. Wygrało tylko dziewięć. Tylko sześć z tych dziewięciu miało miejsce w ciągu ostatnich 76 lat. Tylko jedno zwycięstwo było różnicą większą niż jedna bramka. Wszystko to oznacza, że to nie było zwykłe uczucie. Mecze USMNT nigdy nie były imprezami, były testami woli. Zawodnicy w kraju walczyli, cierpieli i ostatecznie przetrwali. Kibice przeżywali każdy dotyk i każde zagranie, wiedząc, że wszystko może zmienić się w jednej chwili.
Nie było nic, co mogłoby zmienić to, co wydarzyło się przeciwko Paragwajowi. Było to perfekcyjne. Zaplanowane i wykonane z chirurgiczną precyzją. Od pierwszego gwizdka do momentu, gdy Reyna wbił tę bramkę, która na zawsze zapisze się w historii, ostatnim kopnięciem meczu, gra była celebracją, jakiej amerykańska piłka nożna nigdy wcześniej nie widziała.
Bramka Reyny – Symbol Nowego Rozdziału
Bramka Reyny być może najlepiej to zilustrowała: 70 sekund, 26 podań i jedno zapierające dech w piersiach wykończenie, równe najlepszym, jakie zobaczymy tego lata. To była bramka, która sprawiła, że zagraniczni fani zachwycali się w mediach społecznościowych, ogłaszając, że Jankesi wreszcie przybyli. Była to również bramka, która wzruszyła amerykańskich kibiców, ponieważ padła w sposób i w meczu, który nigdy nie wydawał się możliwy. Pomiędzy tymi momentami pojawiło się wiele innych. Pulisic minął dwóch obrońców, by asystować przy otwierającej bramce, niefortunnym samobójczym trafieniu. Tillman, Weston McKennie i Tyler Adams dominowali w środku pola. Balogun zdobył dwie bramki, a jego drugie trafienie pokazało, że USMNT może mieć światowej klasy napastnika numer dziewięć. Nawet pojawił się moment, gdy piłka trafiła do Sebastiana Berhaltera 40 jardów od bramki, a tłum domagał się strzału. Spudłował, a wszyscy się uśmiechnęli, tak wysoki był poziom stresu w pokoju w tym momencie wieczoru.
Po prostu chcieliśmy wyjść i poczuć się tak, jak kiedy graliśmy w piłkę na podwórku, powiedział McKennie.
Ciężka praca i wszystko, co zrobiliśmy, to było to, co robiliśmy wcześniej. Wszystko, co zrobiliśmy, by dojść do tego momentu, to była ciężka praca i poświęcenie. To był czas, który włożyliśmy. Teraz chodzi o to, żeby wyjść i po prostu się bawić.
To był radosny wieczór dla zawodników, którzy przez większość czasu tańczyli z każdą próbą przeciwnika. Być może jeszcze radośniejszy dla tych na trybunach, którzy prawdopodobnie powiedzą, że cokolwiek zapłacili za bilety, było tego warte. Zaczęło się wcześnie. Na wiele godzin przed pierwszym gwizdkiem, tłumy fanów w czerwonym, białym i niebieskim maszerowały w kierunku stadionu, którego FIFA tymczasowo zmieniła nazwę z SoFi Stadium na Los Angeles. Maszerowali, niosąc race z czerwonym dymem. Maszerowali z plakatami Pulisica. Maszerowali obok policji na koniach, ulicznych sprzedawców i małych grup fanów Paragwaju. Nosili kostiumy Jerzego Waszyngtona, hełmy orłów i koszulki swoich ulubionych gwiazd.
To właśnie te koszulki, jak mówi Adams, zrobiły największe wrażenie. Na ostatnich Mistrzostwach Świata członkowie USMNT czuli, że nie są reprezentowani przez te koszulki, a ostatecznie czuli, że Ameryka też nie. Tym razem zaprojektowali je, skupiając się na jednym momencie: tym.
Stadion był całkowicie wypełniony tymi koszulkami, powiedział Adams.
Stworzyliśmy te koszulki z Nike, aby spojrzeć na trybuny i powiedzieć: To my. Czuło się, że to my.To połączenie między zawodnikami a fanami było prawdziwe. Hymn narodowy był śpiewany głośno przez ponad 70 000 obecnych, z których wielu było fanami USMNT. Zawodnicy wyglądali na wzruszonych, stojąc obok swoich wieloletnich przyjaciół i rozglądając się. Niektórzy byli w stanie nawiązać kontakt wzrokowy z bliskimi, choć Balogun przyznał, że było to trudne. Było po prostu zbyt wiele czerwonych i białych pasów, by przebrnąć przez oczy, nawet jeśli mniej więcej wiedziało się, gdzie siedzi rodzina.
Rodzina, przyjaciele, fani i wszyscy pomiędzy mieli mnóstwo powodów do świętowania, dlatego piątek stał się celebracją amerykańskiej piłki nożnej. Na stadionie zakończyło się to uściskiem, całym zespołem USMNT, zawodnikami i sztabem. W centrum tego uścisku był Mark McKenzie, który pop